24/05/2026
W całym tym ambarasie związanym z odejściem Roberta Lewandowskiego z Barcelony często w kibicowskich przepychankach padało stwierdzenie, że Lewy w żadnym stopniu nie jest legendą Blaugrany, ponieważ w jej szeregach przez lata występowali zawodnicy, którzy zdobywali więcej trofeów, albo strzelali więcej bramek.
To częściowa prawda, ponieważ patrząc na złoty czas takich piłkarzy, jak Luis Suárez, czy Samuel Eto’o można odnieść pozorne wrażenie, że mieli większy wpływ na wyniki zespołu. Wymieniona dwójka miała jednak coś, czego po przyjściu na Camp Nou nie miał P***k - Leo Messiego, Xaviego, Carlesa Puyola, Sergio Busquetsa czy Andrésa Iniestę. Barcelona po rządach Bartomeu znalazła się w momencie, którego w Katalonii nikt sobie nie wyobrażał. Brak pieniędzy, słaba kadra, fatalne relacje z zarządem ligi oraz perspektywa wojny z UEFĄ w kontekście współtworzenia Superligi.
Gigant chwiał się na glinianych nogach, oglądając każde wydane euro. Z zazdrością patrzyli, jak ich największy rywal parafował umowy z Judem Bellinghamem, Aurélienen Tchouaménim czy Kylianem Mbappé, wygrywając kolejne edycje Ligi Mistrzów.
Laporta autorsko uparł się na polskiego napastnika, który po wejściu do szatni nie spotkał największych piłkarzy na świecie, ale często przypadkowych piłkarzy, którzy akurat byli dostępni na rynku, albo stali się odpadem po szalonych decyzjach Bartomeu oraz jego popleczników: Franck Kessié, Miralem Pjanić czy Memphis Depay nie gwarantowali poziomu, do którego przywykli wszyscy culés.
Prezes Barcelony wiedział, że Lewy dla młodego zaciągu z La Masii, który w dużym stopniu łatał kadrowe bramki będzie wzorem niesamowitego profesjonalizmu oraz wręcz chorobliwej konieczności odniesienia sukcesu. Wychowanek Varsovia Warszawa największą więź zbudował z Gavim, a także stał się obrońcą wprowadzanego do zespołu Lamina Yamala.
Dla samego Lewandowskiego starcie z szatnią Barcelony również nie było łatwe. Po zimnym niemieckim chowie musiał otworzyć się on na brazylijskie melodie oraz hiszpańskie, luźne podejście do życia. Jak się z czasem okazało ta zmiana dla Roberta, stała się fundamentem najlepszego okresu w zawodowej karierze.
Przez cztery lata Robert w najtrudniejszym okresie dla Blaugrany wygrał razem z kolegami trzy mistrzostwa Hiszpanii. W zaledwie 193 spotkaniach strzelił 120 goli, windując się na dziesiąte miejsce w historii najlepszych strzelców w klubie i to w wieku, w którym większość piłkarzy albo już zakończyła karierę, albo podbija mocno egzotyczne ligi.
Kosmiczny wynik w czasie, w którym na boisku próżno było szukać piłkarzy z najlepszych czasów.
Lewy to jednoosobowa instytucja, która na ostatnie lata weszła na piłkarski i marketingowy szczyt. Bayern jest wielki, Premier League i Serie A są globalnymi markami, ale piłkarski Olimp zawsze prowadzi do dwóch klubów z Hiszpanii. Nie udało się kiedyś skonsumować romansu z Realem, udało się za to zapisać się złotymi zgłoskami z trudnych czasach drugiego z gigantów.
I jeśli dziś Lewandowski podejmie decyzję o znacznym spieniężeniu swojej kariery w Al-Ittihad Club to ma do tego pełne prawo. Przez 20 kolejnych lat pokazywał niesamowitą ambicję, a teraz pora na mniejszą presję, wielkie pieniądze i poluzowanie tego, co sam narzucił sobie przez całe życie.
Takiego piłkarza prawdopodobnie nie będziemy mieli już nigdy, a na zawodnika odgrywającego taką rolę w Barcelonie będziemy czekać bardzo długo, bo to nie tylko występy na boisku, ale wpływ na wszystkich młodych graczy, sztab szkoleniowy i odbiór klubu w mediach w bardzo krytycznych czasach.