24/01/2026
Ciało gniło.
Świadomość Alessandry plątała się niemo po lesie. Pływająca wśród gałęzi i krzewów, bezkształtna i rozbita. Czuła wszystko, co działo się w Tettaverde. Czuła jego emocje, jego wolę, jego przytłaczającą potęgę. Dominował nad jej myślami, nie dając choćby chwili samotności. Jedynie siła jej woli trzymała duszę czarodziejki razem, o włos od rozpadu.
A ciało gniło.
Widziała część swojej duszy, odłamek tułający się wśród sosen. Czuła, że to "ona", lecz fragment ten oderwany był od jej świadomości. Wiedziała, co stało się podczas tamtej wiosennej pełni. Wiedziała, co przemierza Las i do czego teraz dąży. Że została wykorzystana.
A ciało gniło.
Michael nie czuł bólu. Nie czuł głodu, zimna i strachu. Czuł za to swoje zjednoczone istnienie i swoje nowe ciało. Miał moc zatrzymać rozkład lecz nie zależało mu na tym. Znacznie bardziej zwracał uwagę na coś innego - na czas. Każdy kolejny dzień był coraz bliżej upragnionej przez niego Równonocy. Pełni księżyca, która uwolni go od tego Lasu i pozwoli mu powrócić do domu.
A ciało gniło.
Las chciał równowagi. Chciał duszy, która wypełni pustkę po tym, który wyrwał się z jego objęć. Alessandra była zbyt słaba i nie chciała zapełniać tej pustki. Broniła się, aby nie utracić świadomości, aby pamiętać. Wiedziała, że zbłądziła, została oszukana i zamordowana. Chciała spokoju i przebaczenia. Chciała zemsty.
A ciało wciąż gniło.