31/12/2015
Witam moje Robaczki! :D Ponad 2 Msc nieobecności na biegaczu.. Przeczytajcie i oceńcie, jak w szkole, czy przyjmujecie usprawiedliwienie!
O tym wpisie, mysle juz od ponad miesiąca. Brak czasu, ktory CAŁKOWICIE poświęcam pracy, skutecznie mnie od tego odwodził, az wkoncu stwierdziłem: tradycja musi byc, rok trzeba zamknąć i rozliczyć, Pozatym w ostatnim wpisie obiecałem : pierdoleniem o niczym, nie bede zabierał waszego cennego czasu! ;) Zapnijcie pasy: podsumowanie roku Malina i w ramach przetrwania tych wypocin, mała historyjka z ciekawym morałem.
JEDZIEMY!
Zaczynajac "rozliczenie" z samym soba przeczytałem podsumowanie z 2013 i 2014r. O tym, ze to jakas abstrakcja nie bede pisał, bo juz do tego przywykłem. Co takiego przyniósł mi 2015r??
Dobra forme, niezliczona ilośc poje**nych przygód i wspomnień, których nikt w zyciu mi nie odbierze i
Duzo nauki, nauki i jeszcze raz nauki!
Nauki o sobie samym i nauki w pracy.
Czego nauczyłem sie o sobie samym?
Ze żadna sytuacja nie jest w stanie mnie złamać, mimo, ze motywacja czasem potrafi płatać figle, to co by sie nie działo robie swoje i NAKURWIAM konsekwentnie taranem do wyznaczonych celow i bycia kurewsko dobrym w tym co robie. Raz szybciej, raz troche wolniej... Ale najważniejsze, ze kazdego dnia ide do przodu, czy to z praca nad samym soba, czy z dieta, czy z treningiem, czy na koncu w nauce w pracy.
Teraz czas na rozliczenie celow, ktore zapisałem równo rok temu:
1) " kazdego dnia uczyc sie jak najwiecej"
- DONE! Wiem ile jeszcze musze sie nauczyc, ucze sie i podpatruję od najlepszych, wiec Za rok "na bank" bede sie z tego śmiał : " jaki to ja rok temu byłem c**jowy, teraz dopiero jestem dobry" ;D
Cel: kontynuować, idzie mi całkiem zajebiscie. ;)
2) Treningi. Forma najlepsza w zyciu, aczkolwiek nie byłem z niej zadowolony do konca. Juz od dluzszego czasu pracuje nad przyszłoroczna. ostatnio troche trening szwankował przez prace, ale czuje w kosciach, ze "krata" na brzuchu bedzie! Motywacjo przybywaj!!! :D
Cel: w wakacje forma zycia z krata na bebechu!
3) Dieta. Tu sie Zmieniło duzo! Wlazło mi to w nawyk i baaaardzo rzadko zdarza sie śmieciowe zarcie, bardziej mam problem z niedojadaniem posiłków i jak juz przyjdzie ochota, aby zjesc cos śmieciowego to wybieram "najmniejsze zło" czyli cos w stylu kebaba. ;)
Cel: kontynuować i pilnować posiłków. ;)
4) Podróże. Dałem dupy. Nic w tym temacie sie nie ruszyło... Ale ja juz wiem, ze to sobie wynagrodzę i to baaaaardzoooooooo grubo, a Wy bedziecie mieli relacje na biezaco. ;)
Cel: cierpliwość popłaca, plan jest gruby!
5) Musze to zapisać, spelnie swoje JEDYNE materialne marzenie, bez szczegolow, jak spelnie to bedzie ogłoszenie parafialne. ;)
A teraz drogie dzieci, tak jak obiecałem, w nagrodę za przeczytanie tych wypocin na zakończenie historyjka z morałem:
Wyobraźcie sobie dajmy na to : "Mariusza", ktory wpadł do jakiegoś wielkiego miasta, dajmy na to "nju jorku", aby sie uczyc wszystkiego o japońskiej kuchni. Szło mu całkiem zajebiscie, uczył sie kroic ryby i kłaść je na ryz, jarał sie tym niesamowicie, az pewnego dnia nagle został bez pracy. Mariusz przekazał mi, ze szczegolow nie ma sensu opisywać, ale prosił, aby Wam przekazać, ze mimo tego nie wkurwil sie, nie załamał sie, a dostrzegł nowe mozliwosci. I tak po 5 dniach zaczal pracowac, w 2 razy większej restauracji (serio większej juz chyba nie da sie ogarnac:D) wsród japońskich restauracji na świecie, czołówka. Zuma, dalej zwana przez Mariusza "pierdolnikiem" przygarnęła go pod swoje skrzydła i sie zaczęło: 2msc nakurwial na najbardziej przejebanej stacji gdzie sie smaży na gorącym oleju. Kazdego dnia otwierając oczy powtarzał sobie: masz cel, musisz dac rade. I tak po 2 Msc docenili go i przesunęli go na stacje główna gdzie juz poważnie nakurwia Dania główne. I teraz: wyobraźcie sobie sytuacje, wszyscy inni maja doświadczenie, sa obeznani z praca na "kuchni" a biedny Mariusz pcha sie tam, bo chce sie tego nauczyc bez doświadczenia. ( jedyne doświadczenie to gotowanie obiadków w domu na pare os:P). Pierwsze dni "baby time", bez spinki, stara sie uczyc i słyszy słowa od Head chefa(cos w stylu góru w restauracji;)) których nie zapomni do konca zycia: " duzo osob tutaj w Ciebie nie wierzy, ze dasz rade, ale wiesz... Ja w Ciebie wierze, dlatego tutaj jestes". I sie zaczęło. Przez 6 tyg Mariusz miał taki pojazd, ze hoho. Z dnia na dzien stajecie sie profesjonalnym kucharzem, to tak jak z przysłowiowego niedzielnego kierowcy Andrzeja, w poniedziałek stać sie kierowca rajdowym. Jak to sie odbywa?? Popełniacie SETKI błędów i przez 10-15h pracy przez 6tyg kazdy najmniejszy błąd macie wytknięty palcem i słowami. ( nie zawsze miłymi;)). Mariusz nie chciał opowiadac co sie dzieje, jak spierdolisz cos poważnego, ale wspomniał, ze kilka os mu powiedziało w pracy, ze dziwią sie, ze chce przyjść następnego dnia ponownie. ;) az po 6tyg nastał dzien... Mariusz zaczal tak nakurwiac, ze wszyscy Chef byli w szoku, przepracował tak miesiąc czasu, pokazując na co go stać i juz wie, ze w przyszłym miesiącu rozpocznie sie kolejny etap podrozy...
ZMIENIAMY STACJE I TYM RAZEM ZACZYNAMY UCZYC SIE JAK PORZADNIE GRILLOWAĆ JAPOŃSKIE SMAKOLYKi! :D
Jakie morały z tej historyjki??
1) z kazdej, nawet najc**jowszej sytuacji dostrzegaj i wyciągaj tylko pozytywy. Negatywnymi rzeczami nie ma sensu sobie zaśmiecać głowę.
To i tak nic Ci nie da, a kazda zmianę potraktuj jako nowe wyzwanie.
2) Mimo, ze w danym momencie moze byc c**jowo, mozesz tracić motywacje na poziom -100, staraj sie patrzec w przyszlosc, wizualizując sobie co Cie czeka jak sie nie poddasz w danej sytuacji.
3) Jezeli cos juz robisz to wkładaj w to całe swoje serce, jezeli nie jestes w stanie sie temu oddać, daruj sobie, zajmij sie czymś innym. Poprostu szkoda Twojego czasu.
4) To, ze ktos wytyka Ci Twoje błędy, niekoniecznie musi oznaczać, ze chce Cie "atakować". W większości przypadków, jakie ja spotkałem, tak odbywa sie chec pomocy i wyciagnięcia kogos na wyższy, lepszy poziom. Naucz sie dostrzegać "dobre" osoby.
5) Jezeli chcesz podążać za marzeniami, przygotuj sie na wyboista, ale kurewsko zajebista podroz z mega przygodami! Musisz tego pragnąc tak jak powietrza, a wtedy Ci sie uda. Odkryj swoja pasje i podazaj za nia. Pisze to typ, ktory był grubasem, pracował w małej knajpce w Legionowie, przebiegł sobie maraton i teraz wyglada całkiem przyzwoicie, pracuje w restauracji na Manhattanie w Nyc, gdzie dziennie wpada 400-500os nawpierdalac sie japońskich przysmaków... To jak... Da sie? ;)
Bawcie sie dobrze! Napijcie sie moje zdrowko... I na 100% jeszcze sie spotkamy osobiście! Nie moge sie doczekać! ;D
"... Never Give Up, its a Such a WONDERFUL LIFE..."