Warszawski Klub Miłośników Historycznych Gier Strategicznych "YelonkY"

Warszawski Klub Miłośników  Historycznych Gier Strategicznych "YelonkY" Zajmujemy się modelarstwem wojskowym lądowym (skale 1:72/76, 28mm, 1:285) oraz morskim (skala 1:2400), historią wojskowości oraz wargamingiem historycznym

Dzisiejsza bitwa w I edycję Ogniem i Mieczem na poziomie Dywizji 🙂 Trwa wojna trzydziestoletnia. Szwedzi pod wodzą Gusta...
31/03/2026

Dzisiejsza bitwa w I edycję Ogniem i Mieczem na poziomie Dywizji 🙂

Trwa wojna trzydziestoletnia. Szwedzi pod wodzą Gustawa Adolfa sieją zamęt na terenie Niemiec i niweczą dotychczasowe sukcesy wojsk cesarskich. Generał Matthias Gallas na czele dywizji z armii Wallensteina postanowił zaatakować wydzielony oddział generała Horna nieopodal miasteczka Zörbig.

Szwedzi zajęli obronną pozycję za miasteczkiem, zniszczonym już przez wielokrotne przemarsze wrogich armii. W centrum, na wzgórzu, stanęła artyleria, osłaniana z przodu przez doświadczony pułk piechoty. Na skrzydłach rozmieszczono 2 pułki rajtarów.

Armia cesarska stanęła w podobnej formacji: pułk piechoty von Mansfeld zajął centrum, kirasjerzy von Bredow- lewe skrzydło, a weterani z pułku kirasjerów Altsächsisch prawe. Ci ostatni, niestety, zdezorganizowali się, a jeden ze szwadronów wykazywał się daleko idącą niesubordynacją, utrudniając dowodzenie pułkownikowi Juliusowi von Sachsen- Lauenberg.

Bitwę rozpoczęli Szwedzi. Oddział muszkieterów zajął skraj zabudowań Zörbig, a dragoni obsadzili las na zachód od miasta. Drugi kraniec zabudowań szybko uchwycili cesarscy muszkieterowie- przez całą bitwę obie grupy ostrzeliwały się z zajętych budynków bez większych rezultatów.

Dezorganizacja pułku Altsächsisch pozwoliła Szwedom przejąć inicjatywę i zaatakować kompanię cesarskich dragonów, którzy ruszyli ze wsparciem do Zörbig. Na nic zdało się wsparcie arkebuzerów - dragoni zostali wybici do nogi, a arkebuzerzy zmuszeni do ucieczki. Sytuacja była poważna, lecz ogień kartaczy z baterii ustawionej za miastem przepędził zwycięskich rajtarów. Tymczasem szwadron kirasjerów zdołał się zorganizowac i ruszył do szarży pod górę, na pozycję zajmowane przez szwedzkich arkebuzerów. Niestety, celna salwa zmieszała szeregi imperialnych jeźdźców, którzy wycofali się w nieładzie. Ich ponowne zebranie zajęło dużo czasu i do końca bitwy zdołali wykonać jeszcze tylko jedną szarżę, która zakończyła się podobnym rezultatem.

Dynamicznie rozwijała się sytuacja także na lewym skrzydle wojs cesarskich. Szwedzcy rajtarzy zwarli się tam z lżej uzbrojonymi kirasjerami i po ciężkich bojach zdołali ich zmusić do odwrotu. Imperialna artyleria znowu ostudziła zapał szwedzkich kawalerzystów, zmuszając ich kilkukrotnie do odwrotu, jednak gdy kanonierzy wystrzelili ostatni ładunek, bez większego oporu Szwedzi zdobyli działa.

Drugi szwadron imperialnego pułku von Bredow tymczasem usiłował wyprzeć szwedzkich dragonów z lasu, jednak bez rezultatu. Ostatecznie, z ciężkimi stratami, został zmuszony do odwrotu.

Ostatnią nadzieją generała Gallasa była piechota. Chociaż dziesiątkowana ogniem szwedzkich armat i muszkietów, parła niepowstrzymanie na przód, aż w końcu pikinierzy zwarli się ze sobą w krwawym boju. Niestety, straty poniesione na podejściu były zbyt duże i także piechota została złamana. Bitwa zakończyła się strategicznym zwycięstwem Szwedów, którzy ponosząc małe straty rozgromili armię cesarską.

KRONIKA NECROMUNDY: PATROL SIGMA-17 (generowane przez ai)Dolne poziomy Hive Primus nie znały ciszy. Nawet kiedy nic się ...
29/03/2026

KRONIKA NECROMUNDY: PATROL SIGMA-17 (generowane przez ai)

Dolne poziomy Hive Primus nie znały ciszy. Nawet kiedy nic się nie działo — coś się czaiło. Tech Bazaar był jednym z tych miejsc, gdzie światło nigdy nie docierało do końca, a każdy cień mógł należeć do kogoś, kto już dawno przestał być człowiekiem.

Gdy Patrol Sigma-17 wkroczył na teren operacji, powietrze było ciężkie od pyłu i zapachu przepalonej elektroniki. Zrujnowane konstrukcje piętrzyły się nad nimi jak szkielety dawnego świata, a pomiędzy nimi krążyły cienie — handlarze, złomiarze, i ci, którzy nie chcieli być widziani.

Cel był prosty.

Nielegalne wykopaliska.

Prospektorzy.

Sprzęt bez licencji.

Kapitan Rax Calder nie mówił wiele. Nie musiał. Jedno spojrzenie wystarczało, by oddział wiedział, co robić. Patrol rozsunął się półkolem, zajmując pozycje między stalowymi kolumnami i porzuconymi maszynami wydobywczymi. Snajper wszedł wyżej, na fragment zawalonej platformy. Reszta ruszyła do przodu, metodycznie, zgodnie z procedurą.

Pierwszy strzał padł zanim zdążyli wydać rozkaz.

Echo odbiło się od metalowych ścian.

Snajper przeciwnika.

Ogień odpowiedział natychmiast. Boltguny huknęły, a każdy wystrzał niósł ze sobą ciężar prawa — i śmierci. Prospectorzy nie byli gotowi na taką siłę. Kilku padło od razu, reszta zaczęła się cofać, przeklinając i potykając się o własny sprzęt.

— Utrzymać ogień! — rzucił Vorn.

Linia się nie złamała.

Ale przeciwnik już tak.

Rozpierzchli się między konstrukcjami, próbując uciec. Został tylko snajper i kilku desperatów, którzy osłaniali odwrót.

Kapitan uniósł rękę.

— Szturm.

Oddział ruszył.

Przy ścianach. W cieniu. Każdy krok wyuczony, każdy ruch przemyślany. Korne był tuż obok kapitana, jak zawsze — blisko, pewnie, gotowy.

I wtedy snajper prospectorów wykonał swój ostatni ruch.

Granat.

Metaliczny błysk, krótki łuk, upadek między nimi.

Nie było czasu na krzyk.

Nie było czasu na rozkaz.

Silas Korne zareagował instynktownie.

Rzucił się przed kapitana.

Próbował odepchnąć ładunek.

Eksplozja była brutalna.

Fala uderzeniowa uderzyła w ściany, odbiła się, wróciła.

A gdy dym opadł…

Korne leżał nieruchomo.

Kapitan wciąż stał.

Oddział nie potrzebował rozkazu.

Ogień odpowiedzi był natychmiastowy i bezlitosny. Snajper został zmuszony do wycofania, reszta uciekła, zostawiając obóz i sprzęt.

170 kredytów dowodu.

Zwycięstwo.

Ale cena została zapłacona.

---

Brama Precinct Fortress zamknęła się z ciężkim, metalicznym hukiem.

Patrol Sigma-17 wrócił.

Zbroje były porysowane, zabrudzone pyłem i zaschniętą krwią. W powietrzu unosił się zapach oleju, spalonego prochu i środków dezynfekujących. Technik zabrał rannych, reszta oddziału powoli rozeszła się po posterunku.

W zbrojowni panowała cisza.

Na stalowym stole leżał napierśnik.

KORNE.

Jax Morrow opierał się o ścianę, czyszcząc swojego boltguna. Zatrzymał się, spojrzał na zbroję.

— Zawsze mówiłem, że ten cholerny najemnik kiedyś zginie pierwszy…

Przerwał.

— Nie sądziłem tylko, że zrobi to ratując dowódcę.

Nikt się nie zaśmiał.

Eron Vale patrzył na napierśnik, jakby próbował zrozumieć coś, czego jeszcze nie znał.

— Czy… wpiszą go do księgi poległych?

— Jeśli Calder podpisze raport — odpowiedział ktoś cicho.

Drzwi otworzyły się.

Kapitan wszedł.

Zatrzymał się przy stole.

Spojrzał na nazwisko.

KORNE.

Podniósł tabliczkę.

Przez kilka sekund nikt się nie ruszył.

Potem odłożył ją na miejsce.

— Sprzęt zabezpieczyć. — 170 kredytów trafi do depozytu. — Raport wysłany.

Odwrócił się.

— Misja zakończona.

— Sir… — odezwał się Vale.

Kapitan zatrzymał się.

— Czy to było tego warte?

Cisza.

— To nie jest pytanie, które zadaje Enforcer.

Drzwi zamknęły się z sykiem hydrauliki.

Napierśnik został.

---

Kilka godzin później posterunek znów zadrżał od metalicznych kroków.

Kapitan wrócił do hali — a obok niego szła maszyna.

Cyber-Mastiff Mk IV.

Czarna, pancerna sylwetka, czerwone sensory zamiast oczu, szczęki zdolne przegryźć kość i stal. Przewód danych łączył go bezpośrednio z interfejsem kapitana.

— Sigma-17 — powiedział spokojnie. — W ramach uzupełnienia strat przydzielono nam wsparcie taktyczne.

Maszyna przeszła wzdłuż patrolu, skanując każdego.

— Zanim ktoś zapyta — tak. Gryzie.

Krótki śmiech przeszedł przez oddział.

— Ma imię? — zapytał Sirus.

Cisza.

— Lex.

Mastiff wydał krótki sygnał.

Kapitan spojrzał na niego.

— Reakcja pozytywna.

— Od teraz walczy z nami.

Lex usiadł ciężko na metalowej podłodze.

Gotowy.

---

Synth Still Gamma-9 pachniało chemią i śmiercią.

Patrol Sigma-17 pakował dowody — fiolki, kartridże, półpłynne stimy. Skrzynie były prawie gotowe, gdy photo-goggles jednego z Enforcerów wykryły ruch.

Zbyt szybki.

Zbyt pewny.

Escher.

Wyłoniły się z cienia jak drapieżniki. Smukłe, szybkie, uzbrojone w chem-broń i ostrza.

— Oddajcie skrzynie, sędziowie.

Kapitan nie odpowiedział.

Zatrzasnął magazynek boltguna.

— Nie wycofujemy się.

To był moment, w którym popełnili błąd.

Zamiast utrzymać dystans — weszli bliżej.

Za blisko.

Escherki uderzyły natychmiast.

Ruch. Ostrza. Granaty.

Chaos.

Kapitan został trafiony. Uderzenie w głowę było jak eksplozja wewnątrz czaszki. Dźwięk zniknął, zastąpiony głuchym dudnieniem.

Cyber-mastiff padł.

Oddział został rozbity na sekundy.

I wtedy dwóch patrolmenów zrobiło dokładnie to, co powinni.

Zostali w linii.

Strzelali.

Spokojnie. Metodycznie.

Zgodnie z procedurą.

Escherki zaczęły padać.

Reszta się wycofała.

Zwycięstwo.

Ale nie takie, które się świętuje.

---

W sali odpraw napięcie było gęstsze niż dym w Synth Still.

Snajper Keal rzucił hełm o stół.

— Co to do cholery było?!

Kapitan zmrużył oczy.

— Mów wolniej…

— Mieliśmy gunline! Dystans! A wy poszliście w zwarcie!

Vorn odpowiedział krótko:

— Sytuacja była dynamiczna.

Keal podszedł bliżej.

— Dynamiczna to była, jak Escherki weszły w flankę.

Wskazał na patrolmenów.

— Gdyby nie oni… to byśmy teraz liczyli trupy.

Cisza.

Kapitan usiadł ciężko.

— Wygraliśmy.

— Tak — odpowiedział Keal. — Ale nie dzięki wam.

Długa pauza.

— Następnym razem… zostajemy w gunlinie.

---

Nowi pojawili się później.

Bulwark — ciężki jak mur.

Lex-Delta — maszyna bez wątpliwości.

I rookie.

Za czysty.

Za prosty.

— Jeszcze nie masz imienia — powiedział Keal.

— Najpierw przeżyj.

Spojrzał mu w oczy.

— Na razie jesteś mięskiem.

Vale skinął głową.

Tym razem wolniej.

---

Posterunek wracał do rytmu, gdy drzwi otworzyły się z hukiem.

— Kapitanie! Mięsko wdał się w kłótnię z Prospectorami!

Wszystko zamarło.

— Gdzie?

— Zewnętrzne doki.

Kapitan zamknął oczy na sekundę.

— Albo chce sobie wyrobić imię…

Spojrzał w stronę wyjścia.

— …albo udowodnić, że naprawdę jest mięsem.

— Sigma-17.

Oddział ruszył natychmiast.

Bez wahania.

Bez pytań.

Kapitan został.

Jeszcze nie w pełni sprawny.

Cyber-mastiff stanął przy nim.

Jak cień.

Jak strażnik.

Calder patrzył w pustą przestrzeń.

— Nie spierdol tego, chłopcze…

Gdzieś w Underhive rozległ się pierwszy strzał.

A może ostatni.

Bo w Sigma-17 każdy zaczyna jako mięso.

Ale tylko nieliczni…

przestają nim być.

Krótki raport z piątkowej bitwy w I edycję Ogniem i Mieczem na poziomie zgrupowania 🙂Wojska cesarskie obozujące beztrosk...
28/03/2026

Krótki raport z piątkowej bitwy w I edycję Ogniem i Mieczem na poziomie zgrupowania 🙂

Wojska cesarskie obozujące beztrosko nieopodal przeprawy przez rzekę zostały zaskoczone nagłym pojawieniem się sprzymierzonych ze Szwedami polskich chorągwi zdrajcy Radziwiłła. Mimo dużej przewagi nad wrogiem, zamieszanie utrudniło szybką reakcję na zagrożenie. Cześć oddziałów była niesubordynowana, część z dużym opóźnieniem ruszyła w stronę pola bitwy... Na dodatek głównodowodzący generał miał akurat zły dzień, a jego zastępca okazał się być tchórzem...

Polscy dragoni szybko zajęli wieś na swoim brzegu i umocnili okolicę mostu, gdzie muszkieterowie i armata grozili rozstrzelaniem wszystkiego, co przekroczy rzekę. Wojska cesarskie tymczasem mozolnie zbierały się do ataku- niezdyscyplinowani muszkieterowie obsadzili wieś, osłaniani przez rajtarów, a artyleria rozpoczęła ostrzał. Wymiana ognia trwała dłuższy czas, drugi oddział muszkieterów spróbował podejść pod zajętą przez P***ków wieś, lecz poniósł straty i został zatrzymany. Na pole bitwy dotarła cesarska średnia artyleria i wreszcie dzięki niej udało się wykurzyć wrogich dragonów z zabudowań. Pozwoliło to na użycie przygotowanych zawczasu tratw i łodzi do przeprawienia chorągwi rajtarów, a potem także muszkieterów przez rzekę. Polska artyleria zamilkła z powodu braku amunicji, co natychmiast wykorzystała reszta cesarskiej kawalerii, przekraczając most. Ogień muszkieterów nie powstrzymał imperialnej jazdy, która szarżując w kolumnie rozbiła polską lekką kawalerię. Nie udało się co prawda opanować zabudowań, zajętych na nowo przez polskich dragonów, jednak uchwycono przeprawę ponosząc niewielkie straty, co ostatecznie przesądziło o zwycięstwie wojsk Cesarza.

W piątkowy wieczór rozegraliśmy w Klubie epickie starcie w 6. edycję Warhammer Fantasy Battles😉 Naprzeciw siebie stanęły...
22/03/2026

W piątkowy wieczór rozegraliśmy w Klubie epickie starcie w 6. edycję Warhammer Fantasy Battles😉 Naprzeciw siebie stanęły hordy Chaosu i połączone siły Bretonnii i Krasnoludów, łącznie na stole znalazło się 12000 punktów🙂

Siły Chaosu ruszyły do natarcia jeszcze zanim Bretończycy skończyli swe modły. Chłopscy łucznicy ranili jednego z dwóch demonów, które zaatakowały lewą flankę połączonych wojsk, a krasnoludzka balista dokończyła dzieła. Zachwiał się także, raniony kulą armatnią, gigant, a potężna runa z kowadła zmasakrowała dwa oddziały furii.

Nie wszystko szło jednak zgodnie z planem sił Dobra- Nicolette de Violet sur Vert, arcykapłanka Pani, nie zapanowała nad wiatrami magii rzucając swój pierwszy czar i do końca bitwy nie mogła już czarować...

Krasnoludy w centrum wysunęły się do przodu, by przyjąć impet pierwszego uderzenia Chaosu. Większy demon Khornea zaatakował jeden z oddziałów wojowników, zadając mu ciężkie straty, jednak z odsieczą ruszyli rycerze Graala, prowadzeni przez Julesa Clocharde de Sperate, bretońskiego generała. Demon wyzwał szlachetnego rycerza na pojedynek i powalił go jednym ciosem... Mimo to impet natarcia rozerwał magiczne więzy, łączące demona z materialnym światem i przepędzili go z powrotem do innego wymiaru.

Na całej linii trwała zażarta bitwa. Jeden z mniejszych demonów natarł na krasnoludzkie kowadło i po długiej walce zdołał zabić Runelorda i jego obstawę, jednak potem padł od celnego strzału z balisty. Rycerze Graala, zaatakowani od boku przez rydwan i większego demona Nurglea, zostali niemal wybici do nogi- jedynie chorąży i służka Pani uciekli poza pole bitwy. Długobrodzi odparli szarżę rycerzy chaosu, i ścigając rozbitych wrogów wbili się w kolejną linię, jednak zostali tam szybko otoczeni i wybici do nogi. Tymczasem potężna chorągiew Rycerzy Królestwa natarła na oddział rycerzy- wybrańców chaosu, prowadzony osobiście przez lorda na demonicznym wierzchowcu. Dzielny paladyn, Henri le Juste, specjalista od pojedynków, wyzwał przeciwnika na walkę jeden na jednego i dwukrotnie go ranił, unikając ciosów wroga. Pojedynek trwał dłuższą chwilę, lecz w końcu rycerze chaosu się złamali i pierzchli, a bretońska kawaleria wbiła się w kolejny oddział, prowadzony przez drugiego lorda. Sytuacja się powtórzyła - Henri w pojedynku tym razem nie zdołał zranić przeciwnika, lecz sam też nie odniósł ran, a impet szarży złamał rycerzy Chaosu. W pościgu wybite w pień zostały oba oddziały wybrańców i padli obaj lordowie...

Na prawym skrzydle dzielni błędnie rycerze zniszczyli wrogi rydwan, po czym zwarli się z kawalerią chaosu, jednak atak giganta na ich flankę zmusił bretońskich młodzieńców do ucieczki. Dopiero celny strzał z krasnoludzkiej armaty powalił monstrum, a rycerze chaosu nierozważnie wystawili bok na ostrzał z balisty...

Na lewej flance rycerze towarzyszący szlachetnej Nicolette, która jednak nie mogła im nijak pomoc swoimi magicznymi mocami, zostali zaatakowani przez smocze ogry. Wielu padło, jednak w końcu przeciwnik się złamał i został rozbity przez Bretończyków. Zza lasu wyłonił się oddział nosicieli zarazy Nurglea- rozgromił on bretońskich łuczników, lecz chwilę później sam został rozbity przez szarżę chłopskiej piechoty prowadzonej przez dzielnego paladyna.

W centrum pola bitwy Chaos czynił jednak postępy - rydwan i demon Nurglea rozprawili się z krasnoludami, a piesi wojownicy odparli szarżę pegazów i przesuwali się w stronę prawego skrzydła wojsk sprzymierzonych, niszcząc wszystko na swojej drodze. Wszystkie inne oddziały niszczycielskich potęg na tym odcinku zostały jednak wybite i było tylko kwestią czasu, aż bretońska kawaleria powróci i rozprawi się z tymi siłami. Ostatecznie, piesi wojownicy i demon Nurglea byli jedynymi siłami Chaosu, jakie pozostały na usłanym trupami polu bitwy...

Krasnoludy poniosły bardzo ciężkie straty, ocalała jedynie ich gwardia królewska i artyleria. Także straty Bretończyków były dotkliwe, lecz nie aż tak ciężkie. Starcie zakończyło się całkowitym zwycięstwem sił Dobra!

Krótki opis wczorajszej gry w 5. edycję Warhammera 40 000 🙂55. Pułk Gwardii Imperialnej z Baal, stanowił garnizon indust...
11/03/2026

Krótki opis wczorajszej gry w 5. edycję Warhammera 40 000 🙂

55. Pułk Gwardii Imperialnej z Baal, stanowił garnizon industrialnej planety Sot Loacan 232. Gdy sektor padł ofiarą rajdu renegatów Kosmicznych Marines - niesławnych Synów Malice - żołnierze Imperatora z determinacją szykowali się do odparcia ataku...

Obie strony walczyły o kontrolę nad 4 punktami strategicznymi, jednak tak na prawdę tylko dowództwo Gwardii Imperialnej przykładało do nich wagę. Synowie Malice przybyli, by zatracić się w rzezi wrogów i zdobyć jeńców do swoich mrocznych rytuałów.

Gdy wśród ruin pojawiły się mroczne sylwetki Kosmicznych Marines, gwardziści otworzyli ogień z moździerzy, który okazał się jednak nieskuteczny. Synowie Malice odpowiedzieli z morderczą skutecznością - Drednot jednym strzałem z działa laserowego zniszczył czołg Leman Russ, który eksplodował, zabijając przy okazji kilku weteranów. Gwardziści ostrzeliwali drednota ze wszystkiego, co tylko miało go w zasięgu, lecz twardy pancerz machiny Chaosu nie ustąpił. W odpowiedzi zniszczona została jedna z maszyn kroczących wspierających Gwardzistów.

Tymczasem na drugiej flance do ataku ruszyła piechota Synów Malice. Wybrańcy w Rhino spieszyli w stronę wroga, lecz gdy ich transporter został niegroźnie trafiony, zdecydowali się wysiąść i kontynuować natarcie pieszo. W centrum pojawili się nagle zakuci w ciężkie zbroje Terminatorzy, ściągając na siebie ogień pobliskich oddziałów Gwardii i prowokując szarżę ogrynów, którzy wysiedli ze swojego transportera. Moździerze bezskutecznie bombardowały nacierającą wrogą piechotę, która w końcu dopadła linii 55. Pułku i zwarła się z dowództwem plutonu. Wybrańcy wsparli terminatorów i wybili ogryny do ostatniego, następnie zaatakowali dowództwo kompanii i drużynę piechoty w centrum. Terminatorzy z kolei zniszczyli transporter ogrynów.

Wyglądało na to, że 55. Pułk z Baal zostanie całkowicie rozgromiony, jednak gwardziści nie zamierzali poddać się bez walki. Gdy drednot Chaosu, ogarnięty szałem, zaatakował ostatnią maszynę kroczącą, drużyna weteranów ruszyła do natarcia i zniszczyła piekielną machinę celnym ogniem karabinów melta. Jeden oddział marines Chaosu także został rozstrzelany wcześniej, gdy dostał się pod krzyżowy ogień imperialnej piechoty.

Wybrańcy szybko rozprawili się z drużyną piechoty i dowództwem kompanii, a kosmiczni Marines na prawym skrzydle, po pokonaniu dowództwa plutonu, natarli na moździerze. Terminatorzy i Wybrańcy szykowali się do ostatecznej rozprawy z drużyną weteranów, gdy do Synów Malice dotarła informacja o zbliżających się wrogich posiłkach. Sprawnie uwolnili się od przeciwników, zebrali jeńców i wycofali się na orbitę.

Gwardia Imperialna poniosła blisko 80% strat, lecz utrzymała kontrolę nad większą ilością punktów strategicznych, niż przeciwnik, ogłaszając chwalebne zwycięstwo. Synowie Malice stracili około 20% stanu, o żadnych punktach strategicznych nie słyszeli i cieszyli się tylko z rzezi, jaką sprawili swoim wrogom.

RAPORT OPERACYJNY – PALANITE ENFORCERSAutor: Captain Rax CalderJednostka: Patrol Sigma-17, Precinct FortressMiejsce oper...
10/03/2026

RAPORT OPERACYJNY – PALANITE ENFORCERS
Autor: Captain Rax Calder
Jednostka: Patrol Sigma-17, Precinct Fortress
Miejsce operacji: Tech Bazaar, Dolne Poziomy
Powód interwencji: Nielegalne prace wykopaliskowe prowadzone przez prospectorów
Status operacji: Zakończona – obóz przejęty

Na podstawie informacji uzyskanych od informatorów patrol Sigma-17 został skierowany do strefy Tech Bazaar, gdzie grupa prospectorów prowadziła nielegalne prace wykopaliskowe bez wymaganych licencji Gildii. Po przybyciu na miejsce potwierdzono obecność sprzętu wydobywczego oraz uzbrojonych członków gangu zabezpieczających teren.

Oddział rozpoczął podejście kierunku pozycji przeciwnika.

W trakcie pierwszej wymiany ognia snajper jednostki Enforcerów został trafiony przez ogień przeciwnika i odniósł poważne obrażenia. To wyłączyło go z dalszego udziału w operacji.

Pomimo utraty wsparcia snajperskiego patrol kontynuował natarcie. Skoncentrowany ogień boltgunów Patrolu Sigma-17 szybko doprowadził do załamania morale prospectorów. Kilku członków gangu porzuciła swoje pozycje i rozpoczęła ucieczkę z obozu.

Na miejscu pozostał jedynie snajper i kilku członków gangu przeciwnika, który utrzymywali pozycję osłonową, umożliwiając reszcie gangu wycofanie się z rejonu działań.

Podjąłem decyzję o szturmie na jego stanowisko, aby całkowicie zabezpieczyć teren.

Oddział przesuwał się wzdłuż ścian budynków, ograniczając ekspozycję na ogień z góry. W trakcie natarcia byłem bezpośrednio wspierany przez Enforcer Patrolman Silasa Korne’a.

Gdy zbliżyliśmy się do stanowiska wroga, snajper prospectorów rzucił granat w naszym kierunku.

Silas Korne zareagował natychmiast, zasłaniając mnie własnym ciałem i próbując odepchnąć ładunek.

Eksplozja nastąpiła chwilę później.

Enforcer Patrolman Silas Korne zginął na miejscu.
Jego działanie bezpośrednio zapobiegło utracie dowódcy patrolu.

Po detonacji oddział odpowiedział ogniem, zmuszając pozostałych przeciwników do całkowitego opuszczenia obozu. Teren operacji został zabezpieczony i przeszukany.

Podczas inspekcji odnaleziono sprzęt wydobywczy oraz komponenty technologiczne o szacowanej wartości rynkowej 170 kredytów, które zostały zabezpieczone jako dowód nielegalnej działalności.

Straty jednostki:

Enforcer Patrolman Silas Korne – poległ w akcji

Snajper jednostki – doszedł do siebie na następną operacje będzie gotowy.

Rezultat operacji:

Nielegalny obóz prospectorów w Tech Bazaar rozbity

Kilku członków gangu wyeliminowanych podczas starcia

Sprzęt o wartości 170 kredytów zabezpieczony

Patrol Sigma-17 utrzymał kontrolę nad terenem

Uwagi dowódcy

Enforcer Patrolman Silas Korne wykazał się działaniem zgodnym z najwyższymi standardami służby. Rekomenduję wpisanie jego nazwiska do rejestru poległych w służbie.

„Korne wykonał swój obowiązek. Do końca.”
— Captain Rax Calder

Precinct Fortress – kilka godzin po operacji w Tech Bazaar

Brama Precinct Fortress zamknęła się z ciężkim, metalicznym hukiem. Patrol Sigma-17 wrócił z operacji w Tech Bazaar.

Nikt nie mówił wiele.

Zbroje Enforcerów były porysowane, zabrudzone pyłem z dolnych poziomów i zaschniętą krwią. Technik z warsztatu serwisowego zabrał rannnego snajpera do medicae, a reszta oddziału powoli rozchodziła się po posterunku.

W powietrzu unosił się zapach oleju, spalonego prochu i środków dezynfekujących.

Na stalowym stole w zbrojowni leżał pancerz Silasa Korne’a.

Jax Morrow stał oparty o ścianę, czyszcząc swojego boltguna. Zatrzymał się na chwilę, patrząc na napierśnik.

— Zawsze mówiłem, że ten cholerny najemnik kiedyś zginie pierwszy.

Przerwał na moment.

— Nie sądziłem tylko, że zrobi to ratując dowódcę.

Nikt się nie zaśmiał.

Eron Vale, najmłodszy w patrolu, wciąż miał świeże ślady sadzy na rękawach. Patrzył na zbroję jakby nie bardzo wiedział gdzie odwrócić wzrok.

— Czy... czy wpiszą go do księgi poległych?

Jax wzruszył ramionami.

— Jeśli Calder podpisze raport — tak.

Sergeant Vorn Hallex siedział przy stole taktycznym, powoli zdejmując rękawice.

— Prospectorzy złamali się szybciej niż myślałem.

Podniósł wzrok na pozostałych.

— Siła ognia robi swoje.

Kael Durn tylko skinął głową.

— Ale snajper był uparty.

Drzwi do sali odpraw otworzyły się.

Captain Rax Calder wszedł bez słowa. Na jego tarczy wciąż widać było odpryski po eksplozji granatu. Zatrzymał się przy stole.

Spojrzał na napierśnik.

Na chwilę w pomieszczeniu zrobiło się zupełnie cicho.

Calder podniósł tabliczkę z nazwiskiem.

KORNE

Przyjrzał się jej przez kilka sekund.

Potem odłożył ją z powrotem na pancerz.

— Sprzęt zabezpieczyć.
— 170 kredytów trafi do depozytu dowodowego.
— Raport operacyjny wysłany.

Odwrócił się w stronę oddziału.

— Misja zakończona.

Nikt nie pytał o więcej.

Gdy kapitan wychodził z pomieszczenia, Eron Vale powiedział cicho:

— Sir…

Calder zatrzymał się w drzwiach.

— Czy to… było tego warte?

Kapitan spojrzał jeszcze raz na pancerz.

— To nie jest pytanie, które zadaje Enforcer.

Drzwi zamknęły się z sykiem hydrauliki.

Na stole nadal leżał pokrwawiony napierśnik z nazwiskiem Korne.

I przez długi czas nikt go nie ruszał.

Druga gra kampanii. Seeker Group 14 kontra Patrol Sigma-17.Starszyzna Laager 7 wysłała grupę poszukiwawczo-rozpoznawczą ...
10/03/2026

Druga gra kampanii. Seeker Group 14 kontra Patrol Sigma-17.

Starszyzna Laager 7 wysłała grupę poszukiwawczo-rozpoznawczą nr 14 aby założyła bazę na granicy Hive Primus. Dowodzący Asbjorn dostał tymczasowe wsparcie na rozpoczęcie prac w postaci zacnego lorda Orrina, vartijańskiego kopacza Aage oraz łowcy nagród Haiki Paavo. Kopacz pomógł przy wykonaniu przejścia z zewnątrz, a specjaliści wykonali rozpoznanie. Z grupy 14 wysyłano na zmianę grupki ze sprzętem i narzędziami do rozbudowy bazy. Kiedy już miano się wziąć za pierwsze prace spawalnicze, w pobliżu byli Vappu, Einar i Carl pod wodzą Rylfe Rylfelssona.

Wtedy rozpoczęło się pandemonium - Haiki i Orrin przybiegli na miejsce, gdzie miał powstać pierwszy hab posterunku, krzycząc, że coś nadchodzi. Prospektorzy zdołali chwycić za broń i zająć przypadkowe pozycje, kiedy podziemne hale napełniły się hałasem i błyskami światła.

-Tutaj siły porządkowe, proszę nie stawiać oporu. Wasze działanie jest nielegalne. Pozostańcie na miejscu w celu poddania się procedurze kontrolnej.
-Nielegalne - pomyślał Rylfe - Znowu stare pryki zapomniały się z kimś podzielić...
-Osłaniajcie mnie! - zawołał Haiki i wspiął się na piętro najbliższej ruiny.
-Żywcem nas nie wezmą - wyburczał głośno Orrin i ruszył zająć dogodne stanowisko.

Reszta ekipy przyczaiła się w naprędce znalezionych ukryciach i czekała na rozwój sytuacji.
Haiki spokojnie odnalazł pierwszy cel.
-Tutaj się skradasz, cwaniaku - mruknął do siebie.
Huknął strzał i w oddali kula trafiła strzelca enforcerów. W odpowiedzi rozpoczęła się gwałtowna palba od strony przeciwnika.

-Kurza trąba, to naprawdę policja. - na głos powiedział nieco zdziwiony Rylfe i dodał na fali voxu - Nie ma na co czekać, zwijamy się chłopaki. Szanowny Orrinie, Haiki, osłaniajcie nas.
Sam pierwszy dał przykład i rozpoczął odwrót. Prospektorzy po kolei opuszczali stanowiska. Tylko jeden Einar został.
-Jak to tak, tyle dobrego sprzętu zostawiać? - pomyślał młody krasnolud - Zostanę i zobaczę, czy oni są tacy straszni.
Nie był to jego najlepszy pomysł tego dnia...

Jeszcze kilka przerobionych przez AI zdjęć, bo dzisiejsze starcie toczyło się w deszczu i przy pochmurnej pogodzie 😉
05/03/2026

Jeszcze kilka przerobionych przez AI zdjęć, bo dzisiejsze starcie toczyło się w deszczu i przy pochmurnej pogodzie 😉

Dzisiejsze starcie w Bellum iustum na najniższym poziomie rozgrywki 🙂Wojska małopolskie komesa Włodzimierza najechały na...
05/03/2026

Dzisiejsze starcie w Bellum iustum na najniższym poziomie rozgrywki 🙂

Wojska małopolskie komesa Włodzimierza najechały na ziemie śląskie, zarządzane przez kasztelana Imbrama. Do starcia doszło w deszczowy, marcowy dzień nieopodal Raciborza.

Imbram, dysponując mniejszymi siłami zajął obronną pozycję na wzgórzu, jednak będąc porywczym rycerzem, ruszył od razu na czele swej jazdy do ataku. W pierwszej szarży odrzucił część małopolskiego rycerstwa, ranny został też komes Włodzimierz, jednak wkrótce przewaga Małopolan w jeździe zaczęła dawać o sobie znać. Śląskie rycerstwo uwiązało się w ciężkie walki, które długo nie mogły przynieść rozstrzygnięcia, ranny został wkrótce także sam Imbram. Krakowiacy próbowali szarżować na śląską piechotę na wzgórzu, lecz zostali odparci raz przez salwę z kusz, a drugi raz dzielną postawą zbrojnych. W końcu jednak prawa flanka Ślązaków się złamała i kawaleria poszła w rozsypkę, przesądzając o wyniku bitwy.

Nieprzerobione zdjęcia z wczorajszej bitwy w Bellum iustum 🙂 Opis we wcześniejszym poście.
02/03/2026

Nieprzerobione zdjęcia z wczorajszej bitwy w Bellum iustum 🙂 Opis we wcześniejszym poście.

Luty 1228 roku. Fryderyk II...(...) „co w Niemczech panował,Pewien, że tłumem najętych orszakówZastraszy dzielnych P***k...
02/03/2026

Luty 1228 roku. Fryderyk II...
(...) „co w Niemczech panował,
Pewien, że tłumem najętych orszaków
Zastraszy dzielnych P***ków,
Nie znając, jak nam ohydną zniewaga,
Od Polski hołdu wymaga.

"Ja mam hołdować? - (Henryk) zawoła,
"Ja! ścierpieć taką zniewagę!?
"Nie zniży P***k przed obcymi czoła,
"Póki ma oręż, odwagę!
"Ach, stokroć wpośród krwawego zawodu
"Koronę, życie utracę,
"Niżeli ścierpię niesławę narodu
"I podły haracz zapłacę."

Blisko Wrocławia bój się krwawy wszczyna,
Brzmią w powietrzu trąb odgłosy…”
(Julian Ursyn Niemcewicz, Śpiewy Historyczne, Bolesław Krzywousty)

Mroźnym, mglistym rankiem, w dzień świętego Polikarpa, wojska Cesarskie szykowały się do bitwy nieopodal wsi Lipnice. Gęsta mgła ograniczała pole widzenia, jednak zwiadowcy donieśli cesarzowi Fryderykowi II o rozmieszczeniu wojsk śląskich Henryka Brodatego. Ślązacy rozbili obóz przy drodze na Wrocław, za pasmem wzgórz, na których rozlokowali piechotę, a ciężka, doborowa jazda stanęła w drugiej linii, na prawej flance, blisko Lipnic.

Cesarz skierował piechotę do ataku na pozycję na wzgórzach, a sam na czele większości kawalerii ruszył w stronę Lipnic, by rozbić mniej liczną jazdę księcia Henryka. Hufiec doborowej jazdy wysłał w celu obejścia lewego skrzydła P***ków, lecz miał on przybyć na pole bitwy dopiero za jakiś czas.

Książę Henryk tymczasem dowiedział się od okolicznych chłopów o zbliżaniu się wojsk cesarskich i szykował się do bitwy. Czego niemieccy zwiadowcy nie wykryli, to że za lasem, na lewym skrzydle jego wojsk, znajdował się ukryty w zasadzce hufiec kawalerii prowadzony przez młodego syna księcia, także Henryka. Miał on uderzyć od boku na wojska szturmujące pozycję na grzbiecie i zmusić je do ucieczki, podczas gdy sam książę, na czele swoich najlepszych rycerzy miał jedynie powstrzymywać jazdę cesarską pod Lipnicami.

Śląskie rycerstwo ruszyło do przodu, a gdy we mgle zamajaczyły sylwetki jeźdźców, od razu ruszyło do szarży. Przeciwnikami okazali się konni sierżanci, którzy nie wytrzymali naporu rycerzy i wycofali się w nieładzie, mieszając częściowo szyki postępującej za nimi ciężkiej kawalerii. Prowadzący szarżę Henryk znalazł się teraz jednak w opałach, gdyż wpadł na główną chorągiew jazdy cesarskiej, ponad dwukrotnie górującą liczebnie nad jego orszakiem. Z odsieczą jednak w porę przyszła druga śląska chorągiew i wśród lipnickich pól rozgorzała krwawa walka.

Tymczasem niemiecka piechota zbliżała się do polskich pozycji. Mgła uniemożliwiała Ślązakom prowadzenie ostrzału, dzięki czemu wrogowie bez większych problemów zbliżyli się do ich pozycji. Niemcy natarli na broniącą zasieków plebejską piechotę, raz zostali odparci, lecz za drugim razem przedarli się i odepchnęli przeciwników. Polacy jednak zebrali się w sobie i ruszyli do kontrnatarcia, całkowicie rozbijając niemiecki oddział. Kolejne natarcia zostały odparte gradem bełtów z kusz, gdy mgła zaczęła się w końcu podnosić.

Słysząc zbliżającą się piechotę wroga, młody Henryk, syn księcia, ruszył ze swoim hufcem na wroga. Ledwo jednak wyjechał zza lasu, dostrzegł w rzednącej mgle chorągwie cesarskie wysłane wcześniej w celu obejścia śląskich pozycji. Orientując się w powadze sytuacji, poprowadził swoją kawalerię do szarży i zwarł się z wrogiem. Zmierzył się nawet w pojedynku z wrogim dowódcą, jednak starcie pozostało nierozstrzygnięte. Walka trwała pewien czas, aż w końcu Niemcom udało się zaatakować od boku pierwszą chorągiew młodego Henryka i zmusić ją do ucieczki. Druga nie zdołała się zorganizować i spadła na nią z całym impetem szarża doborowej jazdy cesarskiej, praktycznie niszcząc śląską lewą flankę. Zabrało to jednak sporo czasu, który został dobrze wykorzystany przez starego księcia na drugim końcu pola bitwy.

Mimo przewagi liczebnej wroga, śląskie rycerstwo dzielnie opierało się cesarskiej kawalerii pod Lipnicami. W jednym z licznych starć książę Henryk został ciężko ranny i sprowadzono go z pola, jednak jego wojownicy nie stracili ducha. Wręcz przeciwnie! Żądni zemsty natarli z furią na niemieckie szyki, spychając je w stronę lasu. Sam cesarz znalazł się w środku walki, zagrzewając do boju swych wasali, jednak i on wkrótce został ranny. Widząc opłakany stan swoich wojsk, Fryderyk II uznał, że zhołdowanie Śląska nie będzie takie proste, jak myślał i dał sygnał do odwrotu. Jeszcze tu wróci i zmusi niepokornego Henryka Brodatego do ukorzenia się przed cesarskim majestatem, lecz najpierw trzeba opatrzyć swoje rany… i zebrać większą armię!

(Zdjęcia przerobione na zimowy klimat z użyciem AI)

Adres

Szobera 2/60
Warsaw
01-318

Godziny Otwarcia

Piątek 20:00 - 00:00
Sobota 11:00 - 18:00
Niedziela 11:00 - 18:00

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Warszawski Klub Miłośników Historycznych Gier Strategicznych "YelonkY" umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij