28/04/2025
Są takie chwile i momenty w tym naszym Sportowym Tarnobrzegu, które pamięta się już na zawsze. Emocje, które gdzieś tam jeszcze w sercach i umysłach lekko bulgoczą, zabierając nas w tę magiczną, pełną nostalgii podróż w czasie. I właśnie dziś, po 15 latach od tego dnia postanowiłem Was zabrać w jeden z takich dni, który może się prędko nie powtórzyć. Dni, gdzie stało się jasne, że 𝐄𝐊𝐒𝐓𝐑𝐀𝐊𝐋𝐀𝐒𝐀 𝐉𝐄𝐒𝐓 𝐉𝐔𝐙 𝐍𝐀𝐒𝐙𝐀!
Od najmłodszych lat podziałem upór, determinację, koszykarską pasję i przede wszystkim niezłomny charakter Zbigniewa Pyszniaka. Wraz z nim i całą rzeszą ludzi, jako nastolatek chłonąłem niesamowitą atmosferę, jaka panowała wówczas na hali Ośrodka Sportu i Rekreacji podczas nie tylko I-ligowych spotkań. Pasy, folie aluminiowe, sektorówki, Janusz jeszcze ze starym bębnem, doping na dwie trybun i ten pamiętny finał finałów, który ze względu na katastrofę smoleńską nieco wydłużył się w czasie.
Po zwycięstwie w pierwszym meczu i porażce w Dąbrowie Górniczej stało się jasne, że w środowy wieczór, na tętniącym w tamtych czasach życiem tarnobrzeskim parkiecie wszystko się rozstrzygnie. I rozstrzygnęło się... różnicą czterech punktów. Sam już nie pamiętam, czy ja w ten awans mocno wierzyłem czy też niekoniecznie. W jednej minucie tak, w drugiej nie - taka ciągła kotłowanina w głowie, gdzie ktoś z tyłu mi podpowiadał, że to musi się udać. I udało się, bo mieliśmy na tamte czasy kilku koszykarskich kozaków takich jak Wojtek Barycz, Karol Szpyrka, Michał Baran czy rzucający pod sufit trójkami Bartek Krupa.
Architektów tego awansu pod tarnobrzeskim koszem było wielu. Ale udać to się nie mogło bez niego - Zbigniewa Pyszniaka, który po końcowej syrenie zdawał się być najbardziej spełnionym człowiekiem na świecie. Spełnieni byli również wszyscy (poza przyjezdnymi), którzy tego dnia dotarli na halę. Niekończące się wrzaski. Prawdziwy, koszykarski orgazm i eksplozja radości, jakiej wcześniej na tej hali w życiu nie widziałem i pewnie prędko nie zobaczę. Co było później chyba nie trzeba przypominać...
Dziś, tę koszykarską pustkę w Tarnobrzeg starają się jak mogą zasypać nam ludzie, którzy w przeszłości tej prawdziwej, koszykarskiej szansy nie otrzymali. Siłą woli, charakteru, ogromnej determinacji Siarka Tarnobrzeg - koszykarski klub odzyskała swoją godność, po wielu latach ponownie otwierając szeroko zakurzone drzwi do basketu w naszym mieście, przez które postanowiło przejść wielu kibiców. Klucza do II ligi znaleźć się jeszcze nie udało, ale może to i lepiej. II LIGA JEST JUŻ NASZA za rok o tej porze znacznie piękniej powinno wybrzmieć w hali Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Tarnobrzegu. Czego oczywiście sobie i Wam życzę.
📸 Echo Dnia Podkarpackie