Tutaj jednak jest totalnie inaczej , bo moja przygoda z motocyklem rozpoczęła się od wizyty na drodze T21 .
Tak, będąc juz dojrzałym 33 latkiem pod wpływem narodzin córki z zespołem Downa postanowiłem zamienić kombinezon nurkowy na kask motocyklowy . Powód- więcej możliwości korzystania z tzw. Hobby motocyklowego niż nurkowego, które było zawsze sporą operacja logistyczną.
Honda shadow 750 była więc tylko na początku takim substytutem, zamiennikiem spędzania czasu na przyjemnościach . Ujeżdżałem z domu do sklepu ,a najdłuższy trip z Poznania do Wolsztyna był jak święto lasu .
2013 rok był to czas gdy rodzinnie zbieraliśmy siły walcząc o zdrowie chorej córki , a motocykl był tylko narzędziem do przemieszczania się. Zmiana nastąpiła we wrześniu tegoż roku , w sposób nagły i w pełni nieświadomy ,pod presją oczekiwania na wynik operacji serca córki wsiadłem na moto i jechałem . Może chciałem uciec , może zagłuszyć myśli bulgotem tłumika -nie wiem .
Pewny jednak jestem , że to był początek mojej drogi T21 -drogi która łączy pasje i pomaganie .
Honda okazała się wdzięcznym motocyklem i pierwszą długa trasę pojechałem z Poznania do Muszyny , bez wielkiego doświadczenia z małym zapasem mocy i w sumie zerowym momentem obrotowym próbowałem dotrzymać tempa całej reszcie ekipy złożonej z weteranów dwóch kółek. Pomimo zagotowania motocykla i przymusowym postoju na wysokości Krakowa Shadow dała radę ,a ja dojrzałem do kolejnej decyzji , zmiana na bardziej turystyczny : Vstrom 650 suzuki .
Dzięki Suzi poczułem smak europejskich wypraw w Alpy czy na Ukrainę , wiedziałem już czego potrzebuje i co chce robić - turystyka motocyklowa !!! Kolejna decyzja i zmiana moto - Honda Crossrunner szosowo- turystyczny z lekkim akcentem szutrowym .
2017 rok Nowe pachnące moto, plany szerokie. Niestety pierwszy termin naszej grupy rozjeżdża się mocno - część jedzie na podbój Hiszpanii by pocieszyć oko na moto gp , druga część zostaje w PL i jedziemy ponownie na Motofakro do Muszyny . Oba wyjazdy zbiegły sie w czasie więc na bieżąco będąc ze sobą w kontakcie wymieniamy się zdjęciami i info na temat tripów.
Nagle bach !!! Chłopaki w Barcelonie okradzeni z kufrów kasków i navi !!!!! Szok !!! Wracają , na powrocie kolejny cios , na autostradzie jeden z nich łapie gumę. Psychicznie maja juz totalnie dość . …. Mijaj 2 m-c i robie rekonesans nastrojów na jakiś wypad motocyklowy …..niestety morale upadło . To był ten moment gdzie nagle dostałem oświecenia , przecież mogę jechać sam !!!! Mogę własnym tempem , własnymi drogami tam gdzie chcę !!!! Szybki przegląd kosztów i wybór pada na Majorkę !!! Dlaczego tam ? A który motocyklista z środkowej Europy tam był na własnym motocyklu , a ten kto tam był doceni winkle w jej górzystej części .
Kiedy już decyzja zapadła bilety na prom kupione ,w mojej głowie zawitał kolejny pomysł.
Dlaczego moja pasja , moja przyjemność nie może być jednocześnie dla kogoś pomocna , przecież ja ojciec dwójki dzieci w tym Patrycji , radzę sobie całkiem dobrze . Ok nie śpię na pieniądzach i nie mieszkam w willi o pow, 500 m2 ,ale mogę razem z żona pozwolić sobie na chwile „ostrzenia piły „ , dlaczego nie pomóc , nie pokazać że pewne sprawy ograniczają nas tylko w głowie .
Tak powstał projekt DrogaT21 . Nazwa to metafora życia i pasji motocyklowej oraz skrót od medycznej nazwy zespołu downa trisomia 21. Połączyłem siły marketingowe z Stowarzyszeniem na Tak , podpięliśmy sie do akcji litr paliwa zamiast piwa w której zbierane są realne złotówki do wirtualnego kanistra na realne paliwo , które potrzebne jest na transport niepełnosprawnych dzieci na rehabilitację . Zebrałem kilku sponsorów którym zaproponowałem iż umieszczą swoje logo na koszulce wyprawowej , która zamówiłem w ilości 18 szt !!!! (po co ?) , w zamian przeleją kasę do kanistra ,a ja spróbuję nagłośnić sprawę jak tylko mogę.
Udało się zaangażować telewizję i radio , dużą pomocą było wparcie Stowarzyszenia i firmy Fakro . Popromował nas aktor Michał Grudziński , jak i tez sportowcy od Inez Goronskiej i Daniela Bukowskiego po samego Przemka Saletę .
23/09/2017 wyruszyłem ….. kto pierwszy raz wyruszał sam motocyklem w daleki trip wie jakie to uczucie , u mnie było jeszcze bardziej nasilone. Odpowiedzialność za spontaniczny projekt , nowy motocykl (w głowie miałem jeszcze te kradzieże ) i wcale nie fajna pogoda o 6:00 rano , spowodowały że każdy bieg wchodził opornie , a komfort jazdy do samego Berlina był znikomy . Usztywniony , zamyślony czy aby wszystko mam , ale tez zestresowany czy moja podróż podczas której na specjalnie utworzonym wydarzeniu w social mediach miałem codziennie opowiadać historię narodzin naszej córki i emocji związanych z jej niepełnosprawnością będzie sukcesem czy raczej epizodem w życiu .
Kiedy wyszukacie hasło #hondanamallorce , wyświetli się cała historia postów i wydarzeń, zachęcam do lektury .
Berlin tak do tego momentu miałem wrażenie że pomyliłem kierunki z 11st. Ciepła zrobiło się 5 st. I teraz już wiem że podgrzewane manetki to niezbędnik . Honda szła równo , nie zmuszałem jej do mocnej pracy , dlatego jej ulubiony poziom obrotów pow. 6 tys. gdzie V-tec zaczyna być melodią dla moich uszu na tym etapie raczej przekroczyłem sporadycznie. Pierwsza kawa , pokazała jeszcze że stres siedzi we mnie a objawiło się to panicznym szukaniem portfela, który jak sie okazało wsadziłem w kask podczas gdy uruchomiłem cała obsługę mcdonalda i byłem bliski okrzyku:” dlaczego ja !!! „ On sobie tam leżał ……
Po tym postoju jednak wyszło słońce temp. Rosła , kawa dała moc a v-tec zaczął swoje melodia grać w kółko jak niezdarta płyta , bez przerwy na zbędne reklamy otwierałem przepustnicę i gnałem. Ciepło ubrany (miałem nawet membranowe rękawicznik ) nie odczuwałem wiatru wynikającego z prędkości , choć trzeba przyznać że duża w tym zasługa handbarów, podgrzewanych manetek, deflektora i rewelacyjnego kombinezonu adventure RSTII . Pierwszy dzień zakończyłem w Francji mieście o nazwie Belfort , hotelu który jako jedyny na mojej trasie nie miał strzeżonego parkingu .
Moje przerażenie było tym faktem jeszcze większe gdy zobaczyłem jak , parkujący obok mnie przy hotelu dwie dziewczyny ,skuterem marki „zrobiono mnie w chinach „ przymocowały go ŁAŃCUCHEM do słupa . Cóż zalogowałem się do hotelu , z pokoju miałem widok na moja maszynę , która wcześniej zabezpieczyłem blokadami na tarcze , linką (która de facto miała docelowo inne przeznaczenie - chwilowe mocowania kasku lub kurtki do moto) i przykryłem plandeka by nie kusiło oko.
Nie wiem też czy to był błąd ale musiałem coś zjeść a hotel był z tych budget wiec restauracji tam nie było , dlatego poszedłem do pobliskiego baru w którym rodowitego francuza nie zaznasz . Sami ciemnoskórzy Arabowie i kobiety w burkach …Boże mój motocykl!!!!
Noc miałem średnio przespaną , obudził mnie o 3:00 człowiek który był na spacerze z psem !!!!!!!
Rano maszyna gotowa do pochłaniania kolejnych km duża wilgotność i niska temperatura , ponownie kilka warstw na siebie i w drogę. Navi nastawione w opcji omijaj autostrady bo podobno drogie a z drugiej strony nie oto chodzi w podróżowaniu. Wschód słońca boski , budzące się zroszone połacie pól kusza by stanąć i uzyskać trochę endorfin zachwycając sie pięknem otoczenia . W pewnym momencie zwątpiłem w nowo zakupioną nawigację tomtoma która wprowadziła mnie w totalny szutr , z jednej strony ekscytacja „jak sie bawić i przeżyć przygodę to niech będzie szutr „ z drugiej „gdzie ja jadę?”. Jade tak od wioski do wioski w których prócz samochodów i pewnych drobnych elementów świata dzisiejszego , czas się zatrzymał. Postanowiłem w jednym z takich miejsc zatrzymać sie kupić crnossinta i zjeść śniadanie . Jedna z najlepszych decyzji tej wyprawy !!! Pod sklepem za gadał do. Mnie starszy pan a po 10 min byłem u niego w domu na śniadaniu opowiadając o mojej pasji ,rodzinie , motocyklach i misji z jaka jadę , on opowiadał mi o jego podróżach do Rosji , Chorwacji i cały półwysep Iberyjski jak z żona w samochodzie typu kombi spali i podróżowali . Okazało się też ze ich córka jest lekarzem i zajmuje sie dziećmi . Przypadek ? Nie sądzę :)
Na pożegnanie Robert Gambache dał mi nr. Telefonu i powiedział że gdybym miał jakiś problem w Francji z dogadaniem sie mam dzwonić pomoże !!!!! Ten dzień zaczął się tak że cała reszta wydarzeń zeszła na drugi plan . Na tych emocjach wystartowałem żwawo , jednak szybko ostudziła moje zapędy siec fotoradarów ukrytych w takich miejscach że po raz kolejny honda nie mogła pokazać swoich możliwości i tylko dzięki wygodnej pozycji za kierownica i przyjemnym dla moich pośladków siodle dało się dotrzeć do celu którym była Barcelona ……….
Barcelona jedna ze stolic motocyklistów miasto wyzwań i pomysłów . Miasto w którym zrodził się kolejny pomysł. Naładowany pozytywem całego dnia , ogrzany juz południowym słoncem poczułem juz zapach morza ,zapach który przywoływał wspomnienia z nurkowań, które tez pokazywały siłę i piękno świata podwodnego . Po zalogowaniu w hotelu okazało się że w tylnej oponie mam gwoździa :( , coż są trzy wyjścia ,,,zostawić , samemu zreperować , rano podjechać do jednego z kilkuset warsztatów niech zrobią i mieć spokój . Opcja nr. 3 wybrana . Ale zanim położyłem się spać jeszcze tylko jedna myśl . Może jak już mam taka fajna koszulkę i jestem tez w stolicy futbolu wymienić sie z kimś znanym koszulkami a pozyskaną oddać na licytacje stowarzyszenia ?
„Robert Lewandowski - jak atakować to wysokie góry „ , tak te słowa powiedział Janusz Komurkiewicz , członek zarządu Fakro, którego zapytałem telefonicznie co sadzi bym podczas powrotu wjechał np. Do Włoch lub innego kraju gdzie grają reprezentaci Polski i sprobował sie wymienić . Zrobiło się grubo ….. jak to zrobić ?
Wsiadłem na hondę podjechałem do warsztatu by naprawić oponę i ….
- you speak English ?
No
Maybe you ? Pokazałem na kolegę .
no - pokiwał głową i dalej bez zająknięcia popijali poranną kawę
Ok I show you my problem with tire - dlaczego ja mówię do nich po angielsku , jak taki sam efekt pewnie uzyskałbym mówiąc w języku starożytnych inków.
Pokazałem na migi gdzie leży problem i że chcę naprawić a nie wymienić oponę. Gdy już wszystko było zrozumiałe , zapytałem jak długo to potrwa .
dues hores
-wtf? Dwie godziny wyjecie gwoździa i załatanie dziury , przecież ja musze zobaczyć Barcelonę a do tego trzeba stworzyć projekt jak wymienić sie koszulkami z Lewym
No it impossible I have ferry to Mallorca at 9:30 am (a była 8:00)
Ok uno hora
Uff udało się teraz idę tylko zjeść śniadanie i wyruszam na podbój Barcelony .
W drodze do pobliskiej restauracji zadzwoniłem do dziewczyn z Stowarzyszenia i zaproponowałem aby zrobić jakieś zdjęcia z dziecim z Orzeszka na których byłaby prośba o wymianę koszulek do Roberta.
Po godzinie jestem w warsztacie , kolega Hiszpan zaprowadza mnie do motocykla pokazuje „gluta” naklejonego na miejsce uszkodzenia opony .
Zapytuje
its ok ?
No
No?
ok - mówi pokazując na „gluta” - but not ok
Its ok but not ok ? Wtf ? What does it mean ?
Majorka ok , majorka stop , new tire
Czyli co na Majorkę dojadę ale do Polski juz nie ? - Mówiłem juz po polsku bo zdębiałem.
O dziwo zrozumiał kiwając głową potwierdził moje obawy ze naprawił ale tylko na 5 km jazdy bo tyle byłoby pewnie z warsztatu na prom i z promu do kolejnego warsztatu .
Tylko co ja bym na wyspie zrobił , byłoby pewnie jeszcze gorzej .
how much for your service ?
Free, gratis
Wow realy ? - Mówiąc to juz się bałem jak źle on to zrobił pewnie do bramy zakładu nie dojadę . Podziękowałem i ruszyłem …zwiedzać Barcelonę .
Już po kilku km nabrałem pewności ze chyba nie będzie żle i skupiłem się na podziwianiu miasta oraz na akcji z „lewym "….no właśnie ….. Tutaj okazało się że w Polsce maja inny plan niż ja . To ja mam nagrać filmik i wezwać Roberta do wymiany , co po 15 stu próbach na tle Nou Camp sie udało :). Barcelonę zwiedziłem wzdłuż i wszerz, mekka motocyklistów wywarła wrażenie na mnie i na Hondzie, która przystosowała się do jazdy w trybie miejskim i zwinnie poruszaliśmy sie pomiędzy autami i w ciasnymi uliczkach . Pozostawienie moto z kaskiem schowanym w kufrze centralnym tylko początkowo stresowało , poźniej juz o tym nie myślałem . Coż o samej Barcelonie mógłbym napisać wiele stron ja tylko powiem ze jest to miejsce które należy odwiedzić bo każdy znajdzie tam swoj klimat :).
Wieczorem podstawiłem maszynę w kolejce na prom i spokojnie poszedłem jeszcze poczuć nocne życie Katalończyków , gdy wróciłem zagadał do mnie Francuski Niemiec czyli Szwajcar , ni w ząb ja go nie rozumiałem ,a on pewnie mój anielski rozumiał jak koledzy od opony . Nie przeszkodziło mu to opowiadać o super hotelu przy granicy Szwajcarsko Francuskiej o swym camperze hypner, który jest tak naprawdę fiatem . Częstował piwem ale podziękowałem pokazując ze jestem motocyklistą (moze nie zauważył sic!!) i jeszcze musze prosto wjechać na prom :)
Załadunek , szybkie zerknięcie na to do czego mocują moto, teraz znaleźć tylko ciepły kat do spania i relaksu ……
………….lubię odgłos silników disla i uderzających fal o burty promu to relaksuje …..
4:00 majorka zdobyta wjechałem na wyspę 2,5 m-c po mojej tam ostatniej wizycie z rodziną i ruszyłem w stronę głównej drogi w miejscowości Alcudia , która o tej porze powinna tętnić życiem klubowym . Dumnie wypiąłem pierś wyprostowałem flagę Polski i …..miasto umarło . Nikogo , nawet kota ….podjechałem do mapy majorki zrobiłem foto i ruszyłem do hotelu w którym pracuje moja siostra .
Patryk juz sezon sie kończy - usłyszałem odpowiedz na pytanie gdzie są ci wszyscy ludzie
Była to informacja ważna , bo oznaczała LUZ NA WINKLACH !!!!
Pogadałem wypiłem kawę i 7:00 ruszyłem na Cap Formentor punkt widokowy . Chciałem to upamiętnić na kamerze ale okazało sie ze pomimo posiadania dwóch kamer i 5 aku żaden z nich nie był naładowany !!!! Oj taki mały f**k up.
Doświadczenie z trasy poprzednio pokonanej autem przydało sie , wiedziałem ze trzeba uważać na kozy które tam występują w dużych ilościach oraz możliwe kamienie wrzucane przez ww zwierzaki .
Pomimo ciemności totalnych był fun !!! Gwarantowały to ledowe lampy + tzw. Szperacze na gmolach, widoczność w przód jak za dnia choć w lusterkach ciemność goniła nasze dwa kółka . Sprawnie dotarliśmy do punktu docelowego (ten w mojej głowie to był w 100 % wyznacznik ze Majorka została zdobyta ). Zobaczyłem wschód słońca - sam !!!! Sam bylem na gorze gdzie normalnie w sezonie minimum kilkanaście samochodów z amatorami wschodów słońca stoi i czeka a później szukaj najlepszego miejsca na ujecie morza gór i nieba, ale tak by nikogo innego nie złapać w kadrze. Ja mialem pełna paletę możliwości foto a po serii obowiązkowych zdjęć ,było moje 5 min w ciszy totalnej patrzyłem i wyłączyłem wtyczkę .
Przez te piec minut świat był tylko żywiołem nie było technologii zmartwień ekscytacji , było tylko niebo lekki wiatr i szum morza . Jeżeli ktoś lubi byc czasami poza tzw. systemem , to to była ta chwila , bylem jakby z boku …..
Po górzystych winklach majorki honda pomknęła ze mną z pomrukiem kota czekającego właśnie na ta chwile . Nieliczne auta turystów były tylko znacznikam na drodze, które jak podczas kursu nauki jazdy należy w szybkim slalomie ominąć. Skusiliśmy sie również na zjazdy w miejsca gdzie z pewnością autem nie byłoby możliwości zawrócić a kąt pochylenia jezdni w stronę morza był porównywalny do ślizgu na wielkiej krokwi .
Nie było przeszkód, śmigaliśmy wśród promieni słońca i co jakiś czas chłodzeni bryza z śródziemnomorskiego basenu. Zapachy , tak zapachy to jest to co lubię w motocyklowych wyprawach , każdy kraj ma swoj zapach , każde miejsce pachnie tak specyficznie ze zostaje to w głowie na długo. Mieszanka drzew iglastych i morskiego powietrza , czasami z nuta cytrusów było zapachem orgii dla mojego powonienia .
Majorka zaliczona, na „litr paliwa zamiast piwa „ ‚ kolejne złotówki , dzwonią z onetu o wywiad , o co chodzi , kim Pan jest , po co to wszystko . Cierpliwie a zarazem mocno podekscytowany tłumacze . Nakręcam kilometry i nakręcam własne emocje . Wieczorem w hotelu ponownie spotykam sie z rodzina , małe piwo kolacja i spać. Ale przed spaniem wiadomość „ Patryk pisała do nas rodzina , Jeremiego (jeden z podopiecznych Stowarzyszenia ) , jakbyś wracał przez Cannnes w Francji możesz do nich podjechać i nocować „
Wow porobiło sie , jest moc ,, jest duże łóżko w hotelu jest mecz Realu z kimś tam ….odpoczywam, oglądam i rano ruszam dalej objeżdżać wyspę i wracać do domu.
Rano szybkie pożegnanie z rodziną i jadę . Nie stop siostra jeszcze chciałaby sie przejechać moto - nie miała okazji wiec , zdejmuje szybko z tylnego siedzenia mój worek z rzeczami a siostra siada , dociska „pajaczka i linkę zabezpieczjacą przed kradzieżami „ . 500 m w jedna 500 w druga , trochę radości po szutrze i lekkie podniesienie kola . Jak sie okazało chwile radości mogły zakończyć sie tragicznie . Po zaparkowaniu zobaczyłem ze linka wkręciła sie pomiędzy tarcze hamulcowa a klocki , jej wyjecie wymagało użycia mojego super wielofunkcyjnego scyzoryka i zniszczenie fajnej otuliny linki . Straciła ona na swojej zajebistosci 10 pkt. Ale nadal mogla funkcjonować a my nauczyliśmy sie ze myśleć trzeba zawsze !!!!!
coż ruszyłem…. objechałem cała wyspę , a gdy tylko wybrałem miejsce na kąpiel (bo w końcu jestem na Majorce ) zaczął padać deszcz który w postaci niewielkiej chmury gonił mnie przez cały plaski odcinek wysypy. Przypomniało mi to historię z Egiptu a dokładnie Kairu gdzie prawie nigdy nie pada , ale jak Patryk przyleciał zwiedzać piramidy przyszły chmury i popadało . To pewnie jest jakiś znak , moze przyciągam ciemne chmury , ale to dobrze bo jeżeli one mnie gonią na Majorce to nie ma ich teraz w Polsce i moja rodzina może sie cieszyć pogoda :)
.
Ostatnie miasto na wyspie Palma , i znów czekanie na prom . Muzyka z głośnika na full, w tle katedra palmy, i wiem ze trzeba ładować baterię bo czeka mnie długa droga . Plan jest taki by prosto z promu dojechać do Beaune we Francji po drodze zobaczyć wiadukt millau . Trasa do zrobienia !!!
Ponownie Barcelona 6:00 i startujemy , przez pierwsze uliczki miasta przemykamy żwawo pomimo dużych korków i niskiej kontynentalnej temperatury .
Tuz przed granica zatrzymuje sie by zatankować paliwo i jednak ubrać sie cieplej .
Navi ustawione jedziemy !!! Tym razem autostrady by było łatwiej i szybciej . Podoba mi sie system płatności karta - ułatwia zdecydowanie motocyklistom logistykę związana z rękawicami i obsługa tank baga - bez konieczności szukania monet itp.
Wybija południe a cel osiągnięty , wiadukt robi wrazenie , ale podobne do piramid w Egipcie , jest duży , jest wielki , jest ładny , ale mnie kręci potęga natury jednak doceniając kunszt wykonania tegoż obiektu , 5 min postoju kilka fotek i jazda . Trzeba trochę Hondę potrzymać na obrotach . Muzyka w kasku gra , kilometry uciekają na liczniku , ale powoli chwyta zmęczenie .
Około 18:00 dojeżdżam do hotelu , juz za chwile bede wiedział ze mały błąd w planowaniu zrobiłem. Po rozpakowaniu poszedłem do pobliskiej pizzeri , prowadzonej przez rodowitych włochów. Zaspokoiłem mój żołądek naprawdę wyśmienitą pizzą - choć pewnie była normalna i jakich wiele ,ale kiedy człowiek głodny jego kubki smakowe cokolwiek wyczują mówią tobie „jakie zajebiste!!!”
Rzut oka na mapę i szok trasa szybka to jakieś 1200 km do domu , trasa dłuższa przez Monachium 1470 km !!!! W jeden dzień?! I jeszcze człowieku zatrzymaj sie w Monachium i może się Lewego uda spotkać . Decyzja podjęta lecimy przez Monachium , jeżeli spotkamy Lewego nocuje tam i trip wydłużamy o 1 dzień.
Pobudka 5:00, 4 godziny spania bo przez długi czas psiałem z paroma osobami na komunikatorach . ZIMNNO!!!! WILGOTNO I CIEMNO
Ruszam ale nie jest fajnie bo pomimo ze jestem na autostradzie jest ciemno jest mgła i jest mokro, które jeszcze intensywniej atakuje mnie mijając kolejne samochody ciężarowe . Całą Francje przejeżdżam pod osłona ciemności i mgły . Gdy melduje sie na pierwszej stacji benzynowej w Niemczech , mowie: „ tera juz z górki można odkręcić tutaj wiedzą jak sie jeździ” .
Cztery poważne długie zwężenia na autostradzie do Monachium i zmienna pogoda deszcz i słońce skutecznie odbierało ochotę na szybka jazdę . Dodam do tego dwie kontrole radarowe , które cudem mnie nie złapały - średnia przelotowa zbliżyła sie do tzw. Średniej francuskiej .
Monachium - jest Allianz Arena - widzę na nawigacji , trasa jeszcze tylko kilka km , juz widzę charakterystyczny kształt stadionu!! Przejeżdżam obok , spoglądam na navi , jeszcze jadę chwile , doprowadza mnie do miejsca wjazdu dla obsługi wiec jadę dalej , ale jest to jednokierunkowa ulica wiec wyprowadza mnie gdzieś w dalekie tyły stadionu . Ok zawracam jadę majac stadion po lewej stronie chce skręcić ale tam zakaz , a droga wyprowadza mnie 5 km od celu . Kolejna nawrotka i za trzecią próbą udaje sie osiagnać sukces!!!!
To już zmęczenie . Jednak na tym zmęczeniu udaje sie jeszcze pogadać o akcji i zaproszeniu do TVP i pomóc japońskim turystom trafić w bramy stadionu . Serio tez mineli ten wjazd a wyglądałem w kasku ja Policeman to cofałem ich o te 50 m zatrzymując ruch i nakazałem w dobra stronę skręcić .
ok kilka fotek i zmykam - odpowiedzi od lewego nie ma wiec nie bede stał i czekał, kierunek berlin . Cóż tras inna niż do Monachium …wiecej wypadków i zwężeń , na jednym z postojów poznaje polaków z córką którzy tłumacza że wszyscy jada na Berlin bo maja święto …..coż byle do Berlina poźniej będzie z górki te 300 km
Berlin Ring i już wiem że ostatnia prosta , że teraz około 20 :00 to juz grzech rezygnować . Robi sie zimno ale już nie mam siły i chęci na ubieranie i przebieranie. Nogi naprawdę drętwieją w kilka minut , zmiana ciągła pozycji to klucz do przetrwania .
Zmęczenie objawia sie też w oczach , gdzie światła mijanych samochodów zlewają się w jedną dużą poświatę. Nie motywuje mnie juz nic prócz odliczanych kilometrów do domu . Odra most , tutaj juz jakoś inaczej mniej stresu ostatni przystanek na tankowanie i strzała !!! Dlaczego nie zatankowałem po korek nie wiem , wlałem kilka litrów bo nie chciałem tracic tych cennych sekund , wsiadłem na Hondę i odkręciłem . Tutaj juz kilometry schodziły płynnie , jednak geometrycznie szybciej uciekały litry paliwa , jakieś 10 ostatnich km , przejechałem z duszą na ramieniu (i słusznie okazało sie ze w baku zostało paliwa na …..100 m o czym dowiedziałem sie , na trzeci dzień odpalając maszynę ).
5173,1 km godzina 22:41 - KONIEC !!!!
Udało się !!!! Wróciłem !!!!! Choć tej nocy spałem dobrze ,ale w uszach szum przypominał mi że trochę drogi za mną :)
Co wydarzyło się poźniej , jaki finał akcji litr Paliwa , czy Lewy przekazał koszulkę na licytację i co było powodem że robimy drugą edycję ? Na te pytania odpowiem w kolejnej części …..
Doczytałeś do końca - to znaczy że warto było , teraz powiedz wszystkim że jest taka akcja motocyklowa „DrogaT21 „ i warto ją wspierać , zaproś znajomych i razem z nami pokonuj kolejne kilometry wspólnej drogi …