Miasto Górowo Iławeckie

Miasto Górowo Iławeckie Miasto Górowo Iławeckie - najmniejsza obszarem gmina w Polsce. Jednocześnie jedna z najbardziej wyjąt

25/08/2026

„Tak mi dopomóż Bóg”

Dnia 24 czerwca skierowałem list otwarty do Komisji Skarg, Wniosków i Petycji oraz radnych Rady Miasta Górowo Iławeckie, zwracając się personalnie do jej pięciu członków: Roberta Wiśniowskiego, Arkadiusza Tobisza, Tadeusza Pawluka, Aliny Rumbuć i Łukasza Rohuna.

Przypomniałem im rotę złożonego ślubowania i zaapelowałem o rzetelne rozpatrzenie mojej skargi na Burmistrza dotyczącej realizacji prawa mieszkańców do informacji publicznej.

Wskazałem, że Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Olsztynie uchyliło już ponad trzydzieści decyzji odmownych Burmistrza, a część spraw wracała do SKO po raz drugi lub trzeci mimo wcześniejszych uchyleń, co świadczy o powtarzalnym mechanizmie odmów, a nie pojedynczych pomyłkach.

Zwróciłem uwagę, że Burmistrz unikał trudnych tematów, takich jak sprawa solanki do tężni, kwestionując motywy wnioskodawcy zamiast udostępniać informacje.

Zapytałem radnych, czy to możliwe, by wykwalifikowane, trzyosobowe składy SKO myliły się aż trzydzieści razy, i przypomniałem im o obowiązku kontroli władzy wykonawczej oraz odpowiedzialności wobec wyborców. Załączyłem link do wszystkich uchylających decyzji SKO.

Komisja jednogłośnie uznała moją skargę za zasadną.
Wczoraj na XXVII sesji Rady Miasta rozpatrywano uznanie mojej skargi za zasadną. Do tego czasu SKO uchyliło już 55 decyzji odmownych Burmistrza. Tylko w jednej sprawie rację przyznano Burmistrzowi. Wynik: 55 do 1.

Jednocześnie w połowie czerwca Urząd Miasta zaczął odpowiadać na moje wnioski, jednakże czyni to bardzo opornie, przedłużając terminy (czasem parokrotnie) a nawet nie dotrzymując wyznaczonych.

W takich przypadkach nie pozostaje mi nic innego jak kierować sprawy do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA). WSA stwierdził bezczynność Burmistrza w ośmiu takich sprawach, kilka kolejnych jest w toku. Za każdym razem sąd zasądzał również od organu zwrot poniesionego przeze mnie wpisu sądowego w wysokości 100 zł.

W ramach prowadzonej działalności prasowej pytam o wydatki, umowy, decyzje, dokumenty i sposoby działania urzędu. Dostęp do tej wiedzy gwarantuje Konstytucja (art. 61 Konstytucji RP), ustawa o dostępie do informacji publicznej (UDIP) oraz Prawo prasowe.

Żyjemy w wolnej, demokratycznej Polsce. PRL skończył się już dawno temu. Gmina nie jest prywatnym folwarkiem burmistrza, on zaś nie jest pierwszym sekretarzem. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, w jaki sposób wydawane są ich pieniądze. Czasem odnoszę wrażenie, że wielu tego nie rozumie.

Nie wszyscy zdają się również rozumieć, że burmistrz jest funkcjonariuszem publicznym i organem wykonawczym gminy. Rada Miasta jest natomiast organem stanowiącym i kontrolnym. To na niej spoczywa obowiązek kontroli działalności burmistrza.

Tymczasem w Górowie, podobnie jak w bardzo wielu innych polskich miastach, sytuacja stoi na głowie. Jeśli włodarz ma większość w radzie, bardzo istotny element kontroli zostaje osłabiony. W praktyce może uzyskać ogromną swobodę działania, a wiadomo, że nie ma ludzi nieomylnych. Dochodzi wtedy do wypaczenia zasad demokracji lokalnej.

W takiej sytuacji szczególnego znaczenia nabierają wolne, niezależne media, niebojące się poruszać trudnych tematów i prowadzące merytoryczną krytykę prasową poczynań władzy. To właśnie jedna z funkcji przypisywanych mediom jako tzw. czwartej władzy. Taką rolę stara się w Górowie pełnić Kurier Górowski.

Podstawą moich artykułów są dokumenty. Przedstawiam fakty, bardzo często poparte konkretnymi liczbami pochodzącymi z dokumentów publicznych udostępnianych przez ratusz. Staram się wyraźnie oddzielać fakty od własnych ocen i nie zastępować dokumentów insynuacjami czy domysłami. Głęboko wierzę w inteligencję czytelników Kuriera i wiem, że potrafią sami wyciągać wnioski.

Głosowanie nad moją skargą na wczorajszej sesji było testem na to, czy radni pozostają wierni złożonemu przez nich ślubowaniu, cytuję: „Wierny Konstytucji i prawu Rzeczypospolitej Polskiej, ślubuję uroczyście obowiązki radnego sprawować godnie, rzetelnie i uczciwie, mając na względzie dobro mojej gminy i jej mieszkańców.” Dodam, że część z nich dodała jeszcze: „Tak mi dopomóż Bóg”.

Obrona burmistrza, którego decyzje odmowne są masowo uchylane przez SKO, a bezczynność w kolejnych sprawach stwierdza WSA, oznaczała – w mojej ocenie – złamanie tego ślubowania.

Uważam, że radni głosujący za odrzuceniem skargi postawili w tym głosowaniu obronę stanowiska burmistrza ponad obowiązkiem jego kontroli i ochroną prawa mieszkańców do informacji.

Za odrzuceniem (7 głosów) głosowali:
• Ciżman Jan
• Mizerakowska Anna Róża
• Pawluk Tadeusz
• Rabczuk Marek
• Rohun Łukasz
• Sawicz Katarzyna Grażyna
• Wierzbowska Janina Alina

Za uznaniem mojej skargi (6 głosów) głosowali:
• Bachanowicz Kamil
• Kinal Andrzej
• Rumbuć Alina
• Szlejer Zbigniew
• Wiśniowski Robert
• Wodnicki Robert

Tadeusz Pawluk i Łukasz Rohun najpierw, jako członkowie Komisji Skarg, Wniosków i Petycji, zagłosowali za uznaniem mojej skargi za zasadną. Kilka tygodni później, podczas sesji Rady Miasta, obaj zagłosowali za jej odrzuceniem.

17/08/2026

ILE KOSZTUJE KIEROWNICTWO RATUSZA?

Burmistrz, skarbnik i sekretarz stanowili w 2025 roku zaledwie trzy osoby spośród 17 pracowników. Na ich pensje poszło od 32 do 36 proc. całego funduszu płac administracji.

Z oświadczeń majątkowych wynika, że burmistrz Jacek Kostka otrzymał w 2025 roku z Urzędu Miasta 254 033,55 zł brutto. Skarbnik Edyta Jarmoluk wykazała 158 484,32 zł dochodu ze stosunku pracy, sekretarz Andrzej Worobiec – 200 875,02 zł. Razem to 613 392,89 zł.

Sprawozdanie z wykonania budżetu miasta za 2025 rok, w rozdziale „Urzędy gmin", pokazuje 1 585 621,26 zł wynagrodzeń osobowych oraz 127 928,80 zł tzw. trzynastek – łącznie 1 713 550,06 zł. W tym ujęciu trójka kierownictwa pochłania 35,8 proc. funduszu płac Urzędu Miasta.

Sprawa się komplikuje, bo część pensji urzędników wykonujących zadania zlecone przez administrację rządową księgowana jest w osobnym rozdziale „Urzędy wojewódzkie". Po doliczeniu tych kwot cały fundusz rośnie do około 1,927 mln zł, a udział kierownictwa spada do 31,8 proc.

Tak czy inaczej: trzyosobowe kierownictwo dostawało od jednej trzeciej do ponad jednej trzeciej wszystkich pieniędzy przeznaczonych na wynagrodzenia administracji.

W przeliczeniu na jedną osobę wygląda to tak: przeciętne roczne wynagrodzenie członka kierownictwa wyniosło około 204,5 tys. zł, czyli 17 tys. zł brutto miesięcznie.
Reszta funduszu z rozdziału „Urzędy gmin", podzielona między 14 pozostałych pracowników administracyjnych, daje średnio około 78,6 tys. zł rocznie – niespełna 6,6 tys. zł miesięcznie.

Przeciętna pensja osoby z kierownictwa była więc około 2,6 razy wyższa od przeciętnej pensji reszty pracowników.

Dużo to czy mało?

14/08/2026

KOMORNIK W RATUSZU?

Urząd Miasta Górowo Iławeckie nadal nie zwrócił mi kosztów siedmiu postępowań przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Olsztynie. Łącznie 700 zł zasądzonych w sprawach o bezczynność Burmistrza przy rozpatrywaniu wniosków o informację publiczną.

Numer rachunku bankowego podałem Urzędowi już wcześniej. 6 sierpnia ponownie wezwałem Burmistrza do zapłaty, wyznaczając dodatkowy siedmiodniowy termin.

Termin minął. Pieniędzy nie ma. Odpowiedzi zresztą też.

Czyżby w ratuszowej szkatule nie było zupełnie pieniędzy? Jest gorzej niż myślałem?

Dzisiaj wysłałem ostateczne wezwanie do zapłaty. Urząd ma 3 dni. Kolejnego wezwania nie będzie. Jeśli należność nadal nie zostanie uregulowana, wystąpię do sądów o dokumenty niezbędne do wszczęcia przymusowego dochodzenia należności, a potem skieruję sprawę na drogę egzekucji.

I do ratusza zapuka komornik. I zrobi się groteskowo. Do wspomnianych 700 zł dojdą kolejne wydatki — za tytuły wykonawcze i egzekucję.

Zacytuję mój ulubiony cytat z kultowej komedii Rejs: „I kto za to płaci? Pan płaci, pani płaci, my płacimy...społeczeństwo płaci.”

Gdyby Jacek Przemysław Kostka, jeden z najlepiej opłacanych w Polsce samorządowców, musiał pokrywać z własnej kieszeni koszty sądowe powstające wskutek bezczynności kierowanego przez siebie organu, być może wielomiesięczna batalia o informacje gwarantowane obywatelom przez Konstytucję i ustawę wyglądałaby zupełnie inaczej. Tymczasem za konsekwencje zapłacą mieszkańcy.

13/08/2026

Nagrody, premie i podwyżki w ratuszu.

Urząd Miasta odpowiedział w końcu (po 146 dniach!) na nasz wniosek o udostępnienie informacji publicznej dotyczący nagród, premii i podwyżek wynagrodzeń pracowników ratusza w latach 2023–2025. Wydobycie tej inforacji wymagało dwóch rozpraw w SKO (Samorządowym Kolegium Odwoławczym) i odczekania prawie miesiąca, bo urząd dwukrotnie przedłużał termin odpowiedzi.

Z przekazanych zestawień wynika, że w ciągu trzech lat na premie i nagrody wydano łącznie ponad 136 tys. zł. Zdecydowana większość tej kwoty to jednak nie uznaniowe nagrody przyznawane przez burmistrza, lecz świadczenia związane ze stażem pracy.

Premie w 2023 roku wyniosły łącznie około 7 tys. zł, w 2024 roku — 10,2 tys. zł, w 2025 roku — 14,1 tys. zł. Wszystkie trafiły do pracowników gospodarczych.

Nagrody były wyższe: około 47,3 tys. zł w 2023 roku, 3,9 tys. zł w 2024 roku i 53,8 tys. zł w 2025 roku. Wszystkie opisano jako nagrody jubileuszowe. W przekazanych zestawieniach nie ma ani jednej nagrody uznaniowej.

Znacznie ciekawiej przedstawia się sprawa podwyżek.

W styczniu 2024 roku większość pracowników biurowych dostała podwyżki rzędu 700 zł miesięcznie, w kilku przypadkach ponad 1000 zł. Sekretarz miasta Andrzej Worobiec otrzymał wówczas podwyżkę wynagrodzenia zasadniczego z 8465 do 9200 zł, czyli o 735 zł. Rok później jego pensja zasadnicza wzrosła do 9600 zł, do tego doszedł dodatek funkcyjny w wysokości 1540 zł.

Skarbnik Edyta Jarmoluk w styczniu 2024 roku dostała podwyżkę z 6785 do 8000 zł. W 2025 roku jej wynagrodzenie zasadnicze wzrosło do 8340 zł, a dodatek funkcyjny — do 2260 zł.

W danych zostają jednak istotne luki. Urząd zanonimizował większość pracowników, także część osób z dodatkami funkcyjnymi, przez co nie da się ustalić, ilu różnych pracowników faktycznie otrzymywało premie ani prześledzić zmian wynagrodzenia konkretnej osoby na przestrzeni lat.

Nie wskazano też podstawy prawnej anonimizacji — mimo że pytaliśmy o nią wprost. Zamiast wykazu obowiązujących regulaminów wynagradzania dostaliśmy odesłanie do BIP.

„Deszczu nagród" dla kadry kierowniczej w tych dokumentach nie ma. Są za to konkretne podwyżki wynagrodzeń. Widocznie się należały.

12/08/2026

363 tysiące złotych skradziono z rachunków wspólnot. ZGM ujawnia, ile odzyskano i kto zdecydował o milczeniu

Po tygodniach pytań wiadomo już znacznie więcej o nieuprawnionych operacjach na rachunkach wspólnot mieszkaniowych zarządzanych przez Zakład Gospodarki Mieszkaniowej w Górowie Iławeckim.

W tekście z 1 sierpnia „363 tysiące zł. Ukradzione z rachunków wspólnot” pisaliśmy, że wciąż nie wiadomo, ile pieniędzy odzyskano, ile nadal brakuje i czy braki uzupełniono ze środków spółki.

Najnowsza odpowiedź ZGM odpowiada na te pytania wprost i dorzuca kolejną, równie istotną informację: o tym, by nie informować mieszkańców przez cztery miesiące, zdecydował sam Zarząd spółki – nie Policja ani prokuratura.

Siedem wspólnot, dziesięć operacji

Prokuratura Okręgowa w Olsztynie potwierdziła wcześniej, że między 1 a 7 marca 2026 r. wykonano dziesięć nieuprawnionych operacji finansowych na łączną kwotę 363 tys. zł. Chodzi o rachunki wspólnot mieszkaniowych administrowanych przez ZGM. 16 kwietnia jednej osobie przedstawiono zarzut. ZGM doprecyzował teraz, że sprawa dotyczy siedmiu wspólnot mieszkaniowych.

Jak potwierdziła Komenda Powiatowa Policji w Bartoszycach, 11 marca 2026 r. przedstawiciel ZGM złożył ustne zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w Komisariacie Policji w Górowie Iławeckim – zaledwie kilka dni po ostatniej z opisanych przez prokuraturę operacji. Mimo to opinia publiczna dowiedziała się o sprawie dopiero 16 lipca.

Włamanie przez Internet

Prokuratura Okręgowa w Olsztynie doprecyzowała również sposób działania sprawcy. Jak wynika z jej odpowiedzi, do nieuprawnionych operacji doszło za pośrednictwem Internetu poprzez przełamanie zabezpieczeń rachunków bankowych.

Oznacza to, że śledczy traktują zdarzenie jako nieuprawnione uzyskanie dostępu do bankowości elektronicznej. Prokuratura nie ujawniła jednak, w jaki dokładnie sposób uzyskano dane umożliwiające dostęp ani czy wykorzystano dane lub uprawnienia należące wcześniej do osób związanych z ZGM.

Śledczy kwalifikują czyn jako oszustwo komputerowe w zbiegu z kradzieżą z włamaniem, popełnione w ramach czynu ciągłego – art. 287 § 1 k.k. w zbiegu z art. 279 § 1 k.k., w związku z art. 11 § 1 k.k. i art. 12 § 1 k.k.

Sprawę pierwotnie nadzorowała Prokuratura Rejonowa w Bartoszycach. Od 25 marca 2026 r. nadzór nad postępowaniem sprawuje 2 Wydział do Spraw Przestępczości Gospodarczej Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.

Prokuratura zastrzegła przy tym, że na obecnym etapie śledztwa poza podstawowymi informacjami dotyczącymi kwoty szkody, czasu popełnienia przestępstwa i przedstawionego zarzutu nie będzie udostępniała dalszych szczegółów.

146 tysięcy odzyskane, 217 tysięcy z kasy spółki

Dotychczas ZGM ograniczał się do zapewnień, że część pieniędzy odzyskano, a środki wspólnot są bezpieczne – bez podawania konkretnych liczb.

Teraz spółka je podała.
Z 363 tys. zł skradzionych z rachunków wspólnot:
• 146 tys. zł udało się odzyskać;
• 217 tys. zł wciąż pozostaje nieodzyskane;
• brakujące 217 tys. zł ZGM uzupełnił z własnych środków.

Prezes spółki zapewnia, że żadna wspólnota ani żaden właściciel lokalu nie zostanie obciążony dodatkowymi kosztami związanymi z tą sprawą.

Innymi słowy: wspólnoty mają obecnie na rachunkach pełne kwoty wynikające ze sprawozdań finansowych, ale jeżeli pozostałych 217 tys. zł nie uda się odzyskać w toku postępowania, ciężar finansowy tej kwoty pozostanie po stronie miejskiej spółki.

Kto zdecydował o milczeniu?

To pytanie redakcja zadawała od początku.
Prokuratura Okręgowa jednoznacznie stwierdziła, że nie wydawała organowi samorządowemu żadnych poleceń ani zaleceń dotyczących informowania lub nieinformowania opinii publicznej.

Nie konsultowała też komunikatu opublikowanego 16 lipca.
ZGM został następnie zapytany wprost, czy Policja, prokuratura albo inny organ prowadzący postępowanie poleciły lub zaleciły Zarządowi, aby nie udzielał informacji w tej sprawie.
Odpowiedź brzmi: nie.

Prezes spółki wyjaśniła natomiast, że jako Zarząd sama podjęła decyzję o wcześniejszym nieinformowaniu społeczeństwa. Uzasadniła ją dobrem postępowania oraz dobrem zarządzania finansowego wspólnot mieszkaniowych – nie tylko na terenie Górowa Iławeckiego.

Ten ostatni fragment jest o tyle ciekawy, że sugeruje, iż argumentacja spółki wykraczała poza same wspólnoty w Górowie Iławeckim.

Nie ulega jednak wątpliwości jedno: decyzja o nieinformowaniu opinii publicznej przez ponad cztery miesiące nie wynikała z polecenia Policji ani prokuratury. Podjął ją Zarząd ZGM.

Stało się tak mimo że już 11 marca spółka zawiadomiła Policję, a 16 kwietnia jednej osobie przedstawiono zarzut.

Audytu nie było

Redakcja pytała również, czy po ujawnieniu sprawy zlecono niezależny audyt – finansowy, organizacyjny lub informatyczny – który pozwoliłby ustalić, jak doszło do nieuprawnionych operacji i czy procedury bezpieczeństwa stosowane w ZGM były wystarczające. Odpowiedź spółki jest jednoznaczna:
„Audyt nie został zlecony.”

ZGM zapewnia natomiast, że wdrożył dodatkowe zabezpieczenia rachunków wszystkich administrowanych wspólnot. Jakie konkretnie – tego spółka nie ujawnia, powołując się na względy bezpieczeństwa.

Co jeszcze pozostaje niepotwierdzone?

W tekście z 1 sierpnia opisywaliśmy relację osoby zaznajomionej ze sposobem zarządzania rachunkami wspólnot. Według naszego rozmówcy dostęp do kont miały księgowe ZGM upoważnione przez zarządy wspólnot, a nie same zarządy. Rozmówca zwracał również uwagę, że wersja, w której za wszystko samodzielnie odpowiada jedna osoba, która wcześniej pracowała w spółce, wydaje mu się nielogiczna.

To pozostaje opinią informatora, a nie ustaleniem śledztwa. Prokuratura potwierdziła jedynie, że zarzut przedstawiono jednej osobie. Nie ujawniła mechanizmu uzyskania danych umożliwiających dostęp do rachunków ani sposobu autoryzowania poszczególnych operacji.

Nieoficjalne relacje wskazywały również, że nieprawidłowości mogły mieć szerszy zakres i trwać dłużej niż tydzień. Na obecnym etapie oficjalnie opisany przedmiot śledztwa dotyczy jednak dziesięciu operacji wykonanych między 1 a 7 marca 2026 r. Informacje o ewentualnych wcześniejszych przesunięciach środków pomiędzy rachunkami nie zostały dotąd potwierdzone przez organy ścigania.

Prokuratura poinformowała natomiast, że w toku śledztwa zabezpieczono dokumentację, elektroniczne nośniki informacji oraz dane teleinformatyczne i bankowe, a przedmiotem postępowania są wszystkie okoliczności związane z nieuprawnionymi operacjami.

Wciąż otwarte pozostaje więc pytanie, dlaczego właściciele lokali przez ponad cztery miesiące nie wiedzieli o utracie pieniędzy swoich wspólnot, skoro ZGM zawiadomił Policję już 11 marca, a miesiąc później jednej osobie przedstawiono zarzut.

Policja na pozostałe pytania redakcji nie udzieliła odpowiedzi, powołując się na dobro toczącego się postępowania przygotowawczego, prowadzonego pod sygnaturą 3003-2.Ds.22.2026.

Do sprawy będziemy wracać.

07/08/2026

O bezczynności i nieszanowaniu pieniędzy mieszkańców

Każdy obywatel — niezależnie od tego, czy jest mieszkańcem danej gminy — ma prawo złożyć wniosek o udostępnienie informacji publicznej, czyli tzw. wniosek UDIP. Prawo to gwarantują Konstytucja oraz ustawa o dostępie do informacji publicznej.

Urząd powinien odpowiedzieć bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu 14 dni. Jeżeli nie jest w stanie udostępnić informacji w tym terminie, musi poinformować wnioskodawcę o przyczynie opóźnienia i wskazać nowy termin, nie dłuższy niż dwa miesiące.

Gdy żądanie dotyczy informacji przetworzonej, urząd może wezwać do wykazania, że jej udostępnienie jest szczególnie istotne dla interesu publicznego.

Jeżeli urząd milczy albo nie załatwia sprawy w terminie, można wnieść do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego skargę na bezczynność.

Wygrałem już osiem takich spraw. Przy każdej musiałem wpłacić 100 zł wpisu sądowego, czyli łącznie 800 zł. Pieniądze te trafiły do Skarbu Państwa. Ponieważ sąd uwzględnił moje skargi, Urząd Miasta musi teraz zwrócić mi poniesione koszty.

Nie oddaje ich jednak sąd. Te 800 zł zostanie wypłacone z budżetu miasta, czyli z pieniędzy publicznych. Za bezczynność urzędu i lekceważenie ustawowych terminów nie zapłaci więc prywatnie burmistrz ani urzędnik prowadzący sprawę. Zapłacą mieszkańcy.

Najwyraźniej urząd nie wyniósł też większej lekcji z batalii, którą prowadzę z nim od połowy lutego. Dotychczas mam 54 rozstrzygnięcia na swoją korzyść w Samorządowym Kolegium Odwoławczym oraz osiem wygranych spraw przed WSA.

W przypadku SKO nie trzeba wpłacać 100 zł wpisu. Nie oznacza to jednak, że postępowania te nic nie kosztują. Kosztują czas. Mój — pal go licho. Ale kosztują również czas urzędników i prawników opłacanych z miejskiego budżetu. A ich czas pracy ma bardzo konkretną cenę.

I kto za to wszystko płaci?
Pani płaci, pan płaci, my płacimy. Mieszkańcy.

Wszystko dlatego, że sprawa, którą można było załatwić zwykłą odpowiedzią w ustawowym terminie, kończy się odmową, odwołaniem, kolejną decyzją, następnym odwołaniem albo skargą do sądu. A potem SKO lub WSA musi przypominać organowi, jakie obowiązki nakłada na niego prawo.

W Urzędzie Miasta sprawami wniosków o informację publiczną zajmuje się sekretarz miasta Andrzej Worobiec, a decyzje podpisuje również burmistrz Jacek Przemysław Kostka. To osoby pełniące funkcje publiczne i wynagradzane z pieniędzy mieszkańców. O zarobkach burmistrza już pisałem. Do wynagrodzenia sekretarza jeszcze wrócimy.

Dlatego kiedy następnym razem spotkają ich Państwo na ulicy, można zadać bardzo proste pytanie:
Dlaczego pieniądze mieszkańców są wydawane na kolejne postępowania przed SKO i WSA, zamiast po prostu terminowo i zgodnie z prawem odpowiadać na wnioski o informację publiczną?

05/08/2026

04/08/2026

27,6 MILIONA ZŁOTYCH DLA LEKARZY

Jedna osoba – ponad milion złotych rocznie. Dziesięć najlepiej opłacanych – prawie 8,9 mln zł, czyli co trzecia złotówka z całej puli wynagrodzeń lekarskich w bartoszyckim szpitalu. To, co udało się ustalić Sieć Obywatelska - Watchdog Polska, daje pierwszy – choć wciąż niepełny – obraz tego, ile placówka płaci lekarzom.

Watchdog zapytał szpital wprost: ile łącznie zarobił w 2025 roku każdy lekarz, bez względu na to, czy pracował na etacie, kontrakcie, prowadził własną działalność, czy rozliczał się inaczej.

Odpowiedź przyszła, ale okrojona – bez nazwisk, bez oddziałów, bez stanowisk, bez informacji, na jakiej podstawie kto pracował. Zostało 84 anonimowych kwot: 50 przypisanych lekarzom ze specjalizacją, 34 – bez specjalizacji.

Suma robi wrażenie: 27 604 850,82 zł. Specjaliści zgarnęli z tego 19,2 mln zł, lekarze bez specjalizacji – 8,4 mln zł.

Na szczycie listy jedna osoba z kwotą 1 084 039,46 zł – to średnio ponad 90 tys. zł miesięcznie, choć szpital zastrzega, że to nie jest to samo co pensja brutto na etacie. W zestawieniu mogą siedzieć też kwoty z faktur czy kontraktów, a ile ktoś przy tym przepracował godzin i dyżurów – tego się nie dowiemy. Podobnie zresztą jak tego, czy to lekarz z oddziału, ordynator, czy ktoś zatrudniony na pół etatu przez pół roku.

Milion złotych przekroczyły trzy osoby. Powyżej 900 tys. zł – pięć. Co najmniej pół miliona – już siedemnaście. Na drugim biegunie są kwoty liczone w tysiącach złotych – to najpewniej ci, którzy współpracowali ze szpitalem przez chwilę albo w bardzo ograniczonym zakresie.

Same liczby nie mówią, czy ktoś zarobił za dużo, czy dokładnie tyle, ile powinien. Pokazują za to skalę – i przepaść między najlepiej a najgorzej opłacanymi lekarzami w tej samej placówce.
W pełnym raporcie: cała lista kwot, średnie i mediany dla obu grup, rozkład wypłat w przedziałach oraz dokładnie to, czego szpital odmówił ujawnić.

Pełna wersja raportu
https://drive.google.com/file/d/1jwsX9TPcO16CX0wNChd1gYOxa46f6O7-/view?usp=sharing


Powiat Bartoszycki - lubię tu być

01/08/2026

363 TYSIĄCE ZŁ. UKRADZIONE Z RACHUNKÓW WSPÓLNOT
Co już wiemy o sprawie ZGM?

Wiemy już znacznie więcej na temat nieuprawnionych operacji na rachunkach wspólnot mieszkaniowych zarządzanych przez ZGM w Górowie Iławeckim. Odpowiedzi Komenda Powiatowa Policji w Bartoszycach i Prokuratury Okręgowej pozwalają ustalić skalę zdarzenia oraz chronologię.

Do przestępstwa doszło między 1 a 7 marca 2026 roku. Według Prokuratury Okręgowej za pośrednictwem Internetu przełamano zabezpieczenia rachunków bankowych i wykonano dziesięć nieuprawnionych operacji finansowych. Łącznie skradziono 363 tysiące złotych należących do wspólnot mieszkaniowych zarządzanych przez ZGM.

Policja potwierdziła, że 11 marca przedstawiciel ZGM złożył ustne zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w Komisariacie Policji w Górowie Iławeckim. Dwa dni później ZGM został poinformowany o wszczęciu dochodzenia.

Od 25 marca postępowanie nadzoruje 2 Wydział do Spraw Przestępczości Gospodarczej Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.
Jednej osobie przedstawiono zarzut już 16 kwietnia. Opinia publiczna dowiedziała się o sprawie dopiero 16 lipca – ponad cztery miesiące po zgłoszeniu przestępstwa.

Prokuratura nie zalecała milczenia

Prokuratura poinformowała, że nie wydawała władzom samorządowym żadnych poleceń ani zaleceń dotyczących informowania lub nieinformowania opinii publicznej. Nie była również konsultowana w sprawie komunikatu opublikowanego 16 lipca.

Kto zdecydował więc o tak długim milczeniu i dlaczego właściciele lokali nie zostali wcześniej poinformowani o kradzieży pieniędzy należących do ich wspólnot — tego wciąż nie ustalono.

Burmistrz w swoich wcześniejszych odpowiedziach uzasadniał ostrożność potrzebą uniknięcia dezinformacji, która mogłaby utrudniać działania organów ścigania. Nie wskazał jednak, że Policja lub prokuratura nakazały zachowanie sprawy w tajemnicy.

Ile pieniędzy udało się odzyskać?

ZGM przyznał, że udało się odzyskać jedynie część środków, a działania zmierzające do odzyskania pozostałej kwoty nadal trwają. Jednocześnie spółka zapewniła, że wszystkie pieniądze wspólnot
są obecnie bezpieczne i niezagrożone.

Pytania, na które wciąż nie ma odpowiedzi, jest jednak więcej: ile dokładnie pieniędzy odzyskano, jaka kwota nadal pozostaje nieodzyskana, ilu wspólnot dotyczy sprawa, czy brakujące pieniądze uzupełniono ze środków ZGM i czy wspólnoty mają obecnie do dyspozycji pełne kwoty, które powinny znajdować się na ich rachunkach.

Nie wiadomo też, czy przeprowadzono niezależny audyt finansowy i informatyczny oraz jakie konkretne zabezpieczenia wprowadzono po ujawnieniu przestępstwa.

„Każda wspólnota miała własne konto"

Redakcja rozmawiała z osobą posiadającą wiedzę o sposobie zarządzania rachunkami wspólnot. Ze względu na bezpieczeństwo źródła usuwamy szczegóły pozwalające na jego identyfikację.

— Każda wspólnota miała własne, wyodrębnione konto. To jednak nie zarządy wspólnot wykonywały przelewy. W naszym imieniu robiły to księgowe zatrudnione w ZGM, upoważnione przez zarządy wspólnot — mówi nasz rozmówca.

Według niego pracownicy spółki mieli dostęp do rachunków ponad stu wspólnot i mogli dokonywać w ich imieniu płatności oraz innych operacji.

Rozmówca zwraca uwagę na sposób autoryzowania przelewów:
— Samo posiadanie loginu i hasła nie wystarcza przecież do wykonania przelewu. Potrzebny jest SMS, aplikacja albo inne potwierdzenie. Dlatego wersja, że jedna osoba, która od kilku lat nie pracowała już w ZGM, mogła wszystko zrobić samodzielnie, wydaje mi się nielogiczna.

To opinia informatora, a nie oficjalne ustalenie śledztwa. Prokuratura potwierdziła jedynie, że zarzut przedstawiono jednej osobie. Nie ujawniła, w jaki sposób uzyskano dostęp do rachunków ani kto dysponował urządzeniami lub numerami telefonów wykorzystywanymi do zatwierdzania operacji.

Czy księgowość powinna zauważyć problem?

— Przy prawidłowo prowadzonej księgowości dziwne operacje i niezgodność sald powinny zostać zauważone znacznie wcześniej — uważa rozmówca.

Krytycznie ocenia również sposób przedstawiania właścicielom lokali rozliczeń finansowych:
— Rozliczenia, które otrzymywaliśmy, były bardzo ogólne. Podawano, ile wydano z funduszu remontowego, eksploatacji czy na media, ale nie zawsze było wiadomo, na co dokładnie przeznaczono pieniądze.

W jego wspólnocie miał zostać ujawniony brak kilkunastu tysięcy złotych. Dokładnej kwoty nie podajemy, ponieważ mogłaby umożliwić identyfikację źródła.

Rozmówca zapowiada próbę uzyskania pełnej historii rachunku wspólnoty:
— Chcemy wystąpić o wyciągi bankowe z ostatnich trzech lat. Wtedy będzie czarno na białym, jakie operacje wykonywano na koncie.

Pytania ponownie trafiły do Burmistrza i ZGM

Po otrzymaniu odpowiedzi Policji i prokuratury redakcja ponownie zwróciła się do Burmistrza oraz ZGM o uzupełnienie wcześniejszych odpowiedzi.

Do Burmistrza trafiły pytania o to, kiedy dokładnie dowiedział się o kradzieży, kto podjął decyzję o nieinformowaniu mieszkańców i dlaczego sprawy nie ujawniono już w marcu, gdy ZGM zawiadomił Policję.

Redakcja dopytuje również, dlaczego informację publiczną przekazano dopiero 16 lipca oraz co oznaczało wcześniejsze zapewnienie o zabezpieczeniu całości środków. Wcześniejsze wezwanie zawierało też pytania o daty działań Rady Nadzorczej i Zgromadzenia Wspólników, sposób poinformowania poszkodowanych wspólnot oraz ewentualne przeprowadzenie niezależnego audytu.

ZGM z kolei ma podać kwotę już odzyskaną i nadal brakującą, wyjaśnić, co oznacza zapewnienie o bezpieczeństwie wszystkich środków, oraz wskazać, czy Policja lub prokuratura rzeczywiście zalecały spółce nieudzielanie informacji.

To ostatnie pytanie jest szczególnie istotne — jak wspomniano wyżej, prokuratura zaprzeczyła, by wydawała takie zalecenia. Redakcja oczekuje więc wyjaśnienia, czy jakiekolwiek podobne zalecenie otrzymał bezpośrednio ZGM, czy też decyzja o utrzymywaniu sprawy poza wiedzą opinii publicznej przez ponad cztery miesiące zapadła samodzielnie, po stronie władz spółki lub miasta.

Co pozostaje niepotwierdzone?

Nieoficjalne relacje wskazują, że nieprawidłowości mogły mieć szerszy zakres i trwać dłużej. Obecne śledztwo oficjalnie dotyczy jednak dziesięciu operacji wykonanych w ciągu jednego tygodnia marca 2026 roku. Informacje o ewentualnych wcześniejszych przesunięciach pieniędzy pomiędzy rachunkami pozostają na razie niepotwierdzone.

Prokuratura poinformowała, że zabezpieczono dokumentację, elektroniczne nośniki informacji oraz dane teleinformatyczne i bankowe. Przedmiotem śledztwa są wszystkie okoliczności związane z nieuprawnionymi operacjami.

Kluczowe pozostaje jedno pytanie: kto zdecydował, że mieszkańcy dowiedzą się o kradzieży dopiero po ponad czterech miesiącach — skoro prokuratura nigdy nie żądała od władz samorządowych zachowania sprawy w tajemnicy?

31/07/2026

Adres

Górowo Iławeckie
Gorowo Iławeckie
11-220

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Miasto Górowo Iławeckie umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Miasto Górowo Iławeckie:

Skróty

Udostępnij