05/03/2026
Czy wiecie, że... 💧kiedyś po zamarzniętej Wiśle mógł przejechać... pociąg osobowy?
W ostatnich tygodniach lodołamacze dzielnie pracowały na polskich rzekach. Historia wiślanych lodołamaczy to fascynująca opowieść o technice, odwadze i walce z żywiołem, która sięga XIX wieku. Poznajcie 5 faktów o "rzecznych mocarzach":
✔️Jak gruby musiał być lód? Według doniesień prasowych z 1912 roku, lód o grubości 10 cm pozwalał na przejście oddziału kawalerii, 13 cm wystarczało dla artylerii, a tafla o grubości 45 cm pozwalała na bezpieczny przejazd pociągu osobowego.
✔️Technika „wjeżdżania” na lód: Pierwsze lodołamacze na Wiśle próbowano wyposażyć w tarany, ale okazało się to ślepą uliczką. Przełomem był rok 1881 i lodołamacz „Weichsel” (Wisła). W przeciwieństwie do statków morskich, ten wiślany nie rozsadzał lodu, lecz wjeżdżał na niego i łamał go własnym ciężarem. Konstrukcja ta była tak innowacyjna, że do Gdańska przyjeżdżali ją podziwiać technicy nawet z Amsterdamu.
✔️Dlaczego lodołamacze to „wielkie koty”? Tradycja nadawania lodołamaczom nazw drapieżników, takich jak Tygrys, Pantera czy Jaguar, sięga XIX wieku. Co ciekawe, słynny „Jaguar” (zbudowany w 1929 r.) pierwotnie nazywał się „Gabrjel Narutowicz” i otrzymał swoją kocią nazwę dopiero po wojnie.
✔️Najstarszy lodołamacz świata jest u nas! Zbudowana w 1884 roku „Kuna” przetrwała do dziś i jest uznawana za najstarszy lodołamacz świata, który obecnie pełni funkcje muzealne na Odrze. Już w czasach swojej młodości te jednostki były bardzo nowoczesne – dzięki reflektorom elektrycznym mogły pracować również w nocy.
✔️Rzeka to „wyższa szkoła jazdy”. Marynarze wiślani z dystansem patrzą na kolegów z morza. Pływanie po rzece wymaga umiejętności „czytania wody”, co jest ekstremalnie trudne zimą, gdy zatory lodowe potrafią sięgać samego dna rzeki.
Przeczytaj więcej: https://lnkd.in/dTrby24i
Mrozy już odpuściły i większość lodołamaczy wróciła do swoich portów, jednak w tym roku zima nam dopisała i mieliśmy sporo okazji, by oglądać te maszyny w akcji.