31/01/2017
Droga do 🏆 okiem WKS Kleszczyniec
Na turniej jechaliśmy z nastawieniem na pierwszą piątkę. Marne zgranie, praktycznie żadnego treningu, na którym byliby wszyscy, albo żeby nawet poznać się z imienia. Tylko 3 zawodników, którzy grają obecnie w WKS Nożyno (w ostatnim momencie dołączył Majka) nie zwiastowały nawet tego. Najważniejsze było przede wszystkim nastawienie zespołu, będzie dobrze, jak będzie walka, konsekwentnie w obronie, przeszkadzać w ataku przeciwnika, 2 główne cele, które postawił przed nami kierownik Józef. 1 mecz na luzie, koledzy z których Nożyna znaliśmy byli w zasięgu i udało się wygrać na 0 z tyłu, w 2 meczu też zgo
dnie z założeniem zdobyliśmy 3 pkt, co w szatni wprowadziło w dobry nastrój. Tym bardziej znów dobra organizacja z tyłu, gra kontra udała się 2 razy a w bramce coraz pewniej poczynał sobie Emil. Przed 3 i 4 meczem główne założenie to urwać punkt faworytom turnieju, głównie Astra była dla nas wyzwaniem, liczyliśmy, że zgranie zawodników, którzy byli razem w drużynie Drutexu rozłoży naszą obronę na łopatki. W meczu staliśmy na rzęsach, by wybić dobrze zorganizowaną drużynę z Jasienia. 2 kontry pozwoliły Arturowi i Jackowi na zdobycie bramek, walka była ostra, dowodem na to był pęknięty łuk brwiowy Maćka Stenki. Na koniec zwycięskiej bramki dla Jasienia nie uznali sędziowie, stwierdzili, że był strzelony bezpośrednio z autu. To dodało nam skrzydeł, wielką radość, i mnóstwo szczęścia w bramce pozwoliły zdobyć punkt. W ostatnim meczu 1 dnia z Omegą już tego szczęścia zabrakło, a raczej czasu, przy prowadzeniu 2-1 Omega zagrała bardziej z tyłu, obie drużyny już nie zdołały nic trafić. Świetnie na bramce znów prezentował się Emil, obronił kilka sytuacji 1 na 1 gdzie mogły wpaść kolejne bramki. Drugiego dnia nie przyjechała 1 drużyna, co dało nam kolejne 3 punkty, ale 1 mecz z Kozami przyniósł dużo nerwów. Długo nie udawało się przełamać agresywnej obrony, a ataki były groźne, na szczęście w końcówce błędy FC Kóz zdecydowały, że my wygraliśmy i założenie minimum było możliwe. My już swoje wygraliśmy, a wtedy byliśmy na fali, głównie Emil, czołowy zawodnik tej drużyny, który wyprawia cuda na bramce w tym turnieju! Nie inaczej było z kolejnym faworytem Mambą i jej siłą w ataku, co też 2 zawodników Bytovii, solidny bramkarz nie wróżyły nam zwycięstwa. Konsekwentna gra defensywa, dobre zrozumienie z bramkarzem i 1 kontra po której piłkę do siatki wcisnąć zdołał Jacek Majka, pozwoliły wygrać 1 -0, po końcowym gwizdku euforia sięgała zenitu! Tak myśleliśmy wtedy, ograć Rokity, najlepszy atak turnieju na 0 z tyłu to już coś, dawało szansę myślenia o podium. Przedostatni mecz z liderem, Ekstremiści chyba nas zlekceważyli, szybko stracili 3 bramki, później wyrównana gra i znów cudowny Emil, który stracił tylko 1 bramkę, pozwoliło wygrać aż 4-1 co w sumie zdecydowało o końcowym wyniku rozgrywek. Był jeszcze 1 mecz z Alko-Bro. Kolejny faworyt, który tylko raz pokonał Emila, mimo świetnego ataku, popełniał w tym meczu dużo błędów w obronie, ale Filip Gawin świetnie bronił. I stracił tylko 1 bramkę z karnego. Udało się! Byliśmy już dzięki temu remisowi w 1 trójce, reszta zależała od meczów Omegi i Jerzkowic. Wiedzieliśmy, że te drużyny pokonają swoich przeciwników, a wtedy będzie się liczyła mała tabela, która dzięki różnicy 1 bramki stawiała nas na 1 miejscu, założenia, które stawialiśmy przed każdym meczem, udawało się realizować. Analiza przeciwników, zwracanie uwagi na mocne i słabe punkty, gra na luzie i dobra atmosfera w szatni spowodowały, że zespół złożony z przeciętnie grających (poza Emilem oczywiście) chłopaków z podwórka osiągnął najwięcej ile mógł osiągnąć. Atak nie był zbyt poukładany, ale waleczny i potrafił wykorzystać, chociaż jakieś sytuacje. Na koniec kierownik Józef Lademann mówił, że w życiu nie spodziewał się, że w tym roku tą drużyną uzyska taki sukces! Czekał na to 20 lat, zespoły były lepsze, nastawienie było na połowę tabeli, a tu dopisało szczęście, trochę niespodzianek w pozostałych meczach też były na korzyść dla nas. Zdobycie tego pucharu pozostanie w sercach wielu z nas jako największy sukces w piłkarskim życiu, cieszymy się, że napisaliśmy tak piękną historię, jesteśmy przykładem na to, że nie liczą się nazwiska, doświadczenie, czy umiejętności, ale przede wszystkim walka, serce i wiara w to, że może się udać.