09/04/2026
✝9 kwietnia 1957 r. zmarła czcigodna ostatnia dziedziczka Chrzęsnego-Wincentyna Karska.
Z zapisków subiektywnych Barbary Kotarbińskiej – Stefanowskiej (wnuczki Ewy Kotarbińskiej),Warszawa 1998.
"...była władczą dziedziczką, która w Chrzęsnem sprawowała rządy absolutne. Dopiero w czasie wojny, kiedy dobiegała już 80-tki, częściowo scedowała władzę na Ciotkę(Gabrielę), a z czasem oddała się jej pod opiekę. Póki co, wymagała posłuchu i życie w Chrzęsnem toczyło się pod Jej dyktando. Jeśli coś nie było po Jej myśli stukała gniewnie laseczką o ziemię. W przypadku przewinienia osobiście wymierzała dworskim pracownikom sprawiedliwość. (…) Jeśli dowiedziała
się, że któryś z fornali dopuścił się nieuczciwości, pijaństwa, molestowania rodziny lub nieróbstwa, wzywane były całe czworaki, winowajca zaś na oczach zebranych musiał przyklęknąć na schodach werandy i otrzymywał z rąk Babci cielesną karę – kilka uderzeń laseczką po głowie, po których musiał publicznie przeprosić i przyrzec poprawę. Nie udzielała się bywalcom Chrzęsnego zbyt często – były to raczej uprzejme audiencje niż rozmowy. Lubiła przebywać w swoim sanktuarium, pokoju obok jadalni, do którego wstęp mieli tylko wybrani, przede wszystkim syn Zygmunt. Przy stole zajmowała honorowe miejsce – stąd miała widok na każdego. Przykładała dużą wagę do tego, aby posiłki odbywały się z odpowiednim
ceremoniałem. Do stołu zasiadało się według ważności – syn i córka obok Babci, potem goście i rodzina – im ktoś bardziej znaczący, tym bliżej Babci. Dzieci i młodzież na końcu. Służba roznosiła dania na srebrnych półmiskach poczynając od Babci. (…) Posiłki odbywały się w milczeniu – rozmawiać można było dopiero przy deserze. Babcia Wicusia była osobą niezmienialną. Żadne zawirowania historii nie miały wpływu na jej postawę. Pozostawała zawsze tą samą wyniosłą i władczą damą, która na świat i ludzi patrzyła z ogromnym dystansem. Ze światem działy się dziwne rzeczy – z nią nie. To, że w czasie wojny wymagała, aby życie w Chrzęsnem toczyło się w dawnym stylu, na pozór mogłoby się wydawać wręcz nieprzyzwoite, ale był w tym głęboki sens. Babcia starała się, bez względu na okoliczności, zachować tożsamość Chrzęsnego, a ludzi, którzy zaznali tu schronienia, odgrodzić od koszmaru wojennego. I rzeczywiście udało Jej się stworzyć wysepkę
szczęśliwości, prawdziwy azyl. Dała też dowód szczególnej wyrozumiałości, znosząc przez lata tylu obcych we własnym domu, karmiąc ich i chroniąc. Nie było w tym żadnej ostentacji ani czułych gestów – Babcia jak zawsze pozostawała zdystansowana i niedostępna, ale co czyniła, to czyniła i chwała Jej za to."
💗
Na zdjęciu Wincentyna Karska w Oborach, ok. 1954 r. (zdjęcie z archiwum rodzinnego Michała Stefanowskiego, odnowione przy pomocy AI).📷
Powiat Wołomiński - Ziemia Norwida i "Cudu nad Wisłą"
Werelich - starosta wołomiński dla Mieszkańców
Katarzyna Maria PAZIO - Wicestarosta Wołomiński 2024-2029