Moim skromnym zdaniem

Moim skromnym zdaniem Moim skromnym zdaniem piszę/mówię jak jest!

Z jednej strony jestem przedsiębiorcą, a z drugiej obywatelem Polski, którego dotykają działania władzy, często wynikające z niedojrzałości politycznej, społecznej, demokratycznej i wiedzy o postępie naukowym.

To chory kraj - Polska, co z tego, że jesteśmy w UE? Co więcej, już w 2023 r. ETPC w sprawie „Przybyszewska i inni przec...
21/08/2026

To chory kraj - Polska, co z tego, że jesteśmy w UE? Co więcej, już w 2023 r. ETPC w sprawie „Przybyszewska i inni przeciwko Polsce” stwierdził naruszenie art. 8 Konwencji właśnie dlatego, że Polska nie zapewnia parom jednopłciowym odpowiednich ram prawnych pozwalających na uznanie i ochronę ich związku.

https://www.rp.pl/spadki-i-darowizny/art45030271-sad-nie-zastapi-ustawodawcy-w-zapewnieniu-ulg-podatkowych-zwiazkom-partnerskim?

PAŃSTWO POLSKIE: „KOCHAJCIE SIĘ, JAK CHCECIE. ALE DLA FISKUSA JESTEŚCIE SOBIE OBCY”.

I chyba właśnie to jest w tej historii najbardziej obrzydliwe.

Możesz przeżyć z drugim człowiekiem kilkanaście czy kilkadziesiąt lat.
Możesz być przy nim w chorobie.
Możesz prowadzić z nim wspólny dom.
Możesz dzielić rachunki, problemy, radości, odpowiedzialność i całe życie.

Możesz trzymać go za rękę, kiedy umiera.

A kiedy umrze?

Państwo polskie może powiedzieć: dla nas jesteś osobą obcą.

Nie dlatego, że byliście sobie obcy.

Dlatego, że polski ustawodawca przez lata nie potrafił stworzyć prawa, które uzna rzeczywistość istniejącą za oknem Sejmu.

W opisanej przez „Rzeczpospolitą” sprawie kobieta odziedziczyła majątek po swojej wieloletniej partnerce. Ich relacje były uregulowane tak dalece, jak pozwalało polskie prawo — umową notarialną i pełnomocnictwami.

Fiskus?

III grupa podatkowa. Jak dla osoby obcej. Prawie 200 000 zł podatku.

I teraz najważniejsze.

Nie będę krzyczał na sąd, bo NSA zwrócił uwagę na coś fundamentalnego: sąd nie może sobie dopisać ulgi podatkowej, której nie uchwalił parlament.

I właśnie dlatego pytanie należy skierować gdzie indziej:

ILE JESZCZE LAT POLSKI PARLAMENT BĘDZIE UDAWAŁ, ŻE TAKICH RODZIN NIE MA?

Europejski Trybunał Praw Człowieka już w 2023 roku stwierdził, że brak w Polsce odpowiednich ram prawnych umożliwiających uznanie i ochronę związków osób tej samej płci narusza prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego.

Mamy rok 2026.

Jesteśmy członkiem Unii Europejskiej od ponad dwóch dekad.

I ciągle potrafimy stworzyć państwo, w którym dwóch ludzi może dzielić życie, mieszkanie, majątek, troskę i odpowiedzialność — ale kiedy jedno z nich umiera, drugie dla systemu podatkowego może stać się „obcym człowiekiem”.

Nie.

To nie jest spór o to, kto z kim śpi.

To nie jest nawet spór o światopogląd.

To jest spór o elementarną przyzwoitość państwa wobec własnych obywateli.

Jeżeli ktoś nie chce małżeństw jednopłciowych — możemy o tym dyskutować.

Jeżeli ktoś ma religijne przekonania — ma do nich pełne prawo.

Ale państwo nie jest kościołem, ksiądz nie jest ustawodawcą, a urząd skarbowy nie powinien być narzędziem do oceniania, czyja rodzina zasługuje na większy szacunek.

Bo podatek nie pyta o orientację seksualną.

ZUS też nie.

VAT nie.

PIT nie.

Obowiązki wobec państwa mamy bardzo podobne.

Dlaczego więc, gdy przychodzi czas na prawa, nagle okazuje się, że jedni obywatele są równiejsi od drugich?

I właśnie tutaj pytam:

CO Z TEGO, ŻE JESTEŚMY W UNII EUROPEJSKIEJ, JEŻELI W 2026 ROKU WCIĄŻ MUSIMY TŁUMACZYĆ WŁASNEMU PAŃSTWU, ŻE RODZINA TO NIE TYLKO RUBRYKA W URZĘDOWYM FORMULARZU?

Możemy nazywać Polskę krajem nowoczesnym.

Możemy mówić o europejskich wartościach.

Możemy organizować konferencje o prawach człowieka.

Tylko że prawdziwy test przychodzi wtedy, kiedy człowiek po śmierci najbliższej osoby zostaje sam przed państwem.

I wtedy zamiast usłyszeć:

„straciłeś najbliższą osobę”

słyszy:

„III grupa podatkowa. Osoba obca.”

I tego właśnie nie potrafię zaakceptować.

Nie dlatego, że jestem za „jednymi” albo przeciwko „drugim”.

Dlatego, że jestem za państwem, które swoich obywateli traktuje z jednakowym szacunkiem.

Moim skromnym zdaniem — najwyższy czas przestać urządzać ludziom życie według cudzych przekonań.

Państwo ma chronić obywatela.
Nie wybierać mu rodzinę.

ALGORYTM NIE MA POGLĄDÓW. MA INTERES.Moim skromnym zdaniem…Coraz częściej patrzę na Facebooka i zadaję sobie pytanie: co...
19/08/2026

ALGORYTM NIE MA POGLĄDÓW. MA INTERES.

Moim skromnym zdaniem…

Coraz częściej patrzę na Facebooka i zadaję sobie pytanie: co my właściwie zrobiliśmy z przestrzenią, która miała łączyć ludzi?

Nie chodzi mi nawet o prawicę, lewicę, Konfederację, P*S, KO czy kogokolwiek innego.

Problem jest znacznie większy.

Algorytm nie musi mieć poglądów politycznych. Wystarczy, że ma interes.

A jego interesem jest nasza uwaga.

Nie prawda.
Nie rozsądek.
Nie wartość społeczna publikowanych treści.

UWAGA.

Jak długo patrzysz.
Czy klikniesz.
Czy skomentujesz.
Czy się oburzysz.
Czy odpowiesz komuś, kto właśnie napisał kompletną bzdurę.
Czy wrócisz sprawdzić, kto odpowiedział Tobie.

I właśnie tutaj zaczyna się problem, który moim zdaniem jest dużo poważniejszy niż dyskusja o tym, czy Facebook sprzyja konkretnej partii politycznej.

GNIEW JEST ŚWIETNYM TOWAREM

Wyobraźmy sobie dwa wpisy.

Pierwszy:

„Sytuacja jest skomplikowana. Przyjrzyjmy się argumentom obu stron, danym oraz możliwym konsekwencjom.”

Drugi:

„SKANDAL! ONI CHCĄ ZNISZCZYĆ POLSKĘ! UDOSTĘPNIJ, ZANIM USUNĄ!”

Który zatrzyma więcej ludzi?

Który dostanie więcej komentarzy?

Który rozpęta awanturę?

Który ludzie zaczną wysyłać znajomym?

No właśnie.

I teraz dochodzimy do absurdu.

Pod drugim wpisem ktoś napisze:

„Brawo!”

Ktoś inny:

„Co za idiota!”

Następny:

„Kłamstwo!”

Ktoś odpowie:

„Sam jesteś kłamcą!”

I już mamy piękną cyfrową jatkę.

A dla systemu rekomendacyjnego wydarzyło się coś niezwykle cennego:

LUDZIE SIĘ ZAANGAŻOWALI.

To, że połowa z nich przyszła tam zaprotestować, nie zmienia faktu, że poświęcili treści swój czas.

I właśnie dlatego nawet człowiek walczący z głupotą może nieświadomie pomagać ją rozpowszechniać.

To jest jeden z największych paradoksów współczesnych mediów społecznościowych.

Oburzając się na idiotyzm, możemy zwiększać jego zasięg.

POPULIZM NIE MUSIAŁ PRZEJĄĆ FACEBOOKA

Przyznaję: sam czasami mam wrażenie, że otwieram Facebooka i ktoś właśnie zamienił mój ekran w polityczny megafon.

Ale trzeba być uczciwym.

Nie mam dowodów na to, że Meta siedzi przy stole i zastanawia się:

„Jak dzisiaj pomóc Konfederacji?”

I takiego zarzutu nie postawię.

Mam natomiast inne podejrzenie.

Znacznie bardziej niepokojące.

To nie algorytm nauczył się populizmu. To populizm nauczył się algorytmu.

Nauczył się, że internet kocha prostotę.

Wróg.

Zagrożenie.

Zdrada.

Skandal.

„Oni”.

„My”.

„Zdrajcy”.

„Patrioci”.

„Układ”.

„System”.

„Prawda, której nie chcą ci powiedzieć”.

Do tego zdjęcie wykrzywionej twarzy polityka, kilka wykrzykników i obowiązkowe:

„UDOSTĘPNIAJCIE!!!”

Gotowe.

Tymczasem spróbuj konkurować z tym zdaniem:

„Według danych problem jest bardziej złożony i wymaga uwzględnienia kilku czynników”.

Powodzenia.

Zanim dojdziesz do słowa „czynników”, połowa odbiorców ogląda już następny film.

Rozsądek ma fatalny clickbait.

I TU ZACZYNA SIĘ PRAWDZIWY PROBLEM

Meta może deklarować walkę z dezinformacją, ograniczanie treści niskiej jakości i tworzenie bezpieczniejszego środowiska.

Świetnie.

Tylko że istnieje fundamentalny konflikt pomiędzy jakością informacji a ekonomiką uwagi.

Bo jeżeli system zarabia wtedy, kiedy człowiek zostaje dłużej na platformie, to najbardziej wartościową treścią ekonomicznie nie musi być treść najbardziej prawdziwa.

Może nią być treść, od której najtrudniej oderwać wzrok.

A człowiek ma pewną paskudną właściwość.

Silniej reagujemy na zagrożenie niż na spokój.

Na konflikt bardziej niż na zgodę.

Na skandal bardziej niż na normalność.

Na strach bardziej niż na tabelę statystyczną.

I ktoś nauczył się na tym zarabiać.

Nie sprzedając nam informacji.

Sprzedając naszą uwagę.

A TERAZ PYTANIE, KTÓRE NAPRAWDĘ MNIE NIEPOKOI

Czy stworzyliśmy system komunikacji społecznej, w którym kłamstwo, agresja i skrajność mogą mieć strukturalną przewagę nad prawdą, ponieważ prawda zazwyczaj wymaga czasu, kontekstu i chwili zastanowienia?

Bo kłamstwo może mieć siedem słów.

Prawda czasami potrzebuje siedmiu stron.

Manipulacja potrzebuje zdjęcia.

Wyjaśnienie potrzebuje danych.

Propaganda wskazuje winnego.

Rozsądek mówi:

„To zależy”.

I właśnie dlatego ten pojedynek od początku nie jest równy.

NIE OBWINIAJMY JEDNAK WYŁĄCZNIE ALGORYTMU

Tu również trzeba uderzyć się we własne piersi.

Bo algorytm nie wymyślił ludzkiej potrzeby konfliktu.

My mu ją pokazaliśmy.

Klikamy.

Komentujemy.

Wyśmiewamy.

Udostępniamy „dla beki”.

Wchodzimy na profile ludzi, których nie znosimy.

Czytamy kolejne komentarze.

Wracamy sprawdzić, czy ktoś nam odpowiedział.

A później dziwimy się:

„Dlaczego Facebook pokazuje mi tyle tego gówna?”

Bo właśnie przez pół godziny tłumaczyliśmy mu własnym zachowaniem:

TO MNIE INTERESUJE.

Algorytm nie zna naszego systemu wartości.

Zna nasze zachowanie.

I to jest kolosalna różnica.

NAJGORSZE PYTANIE ZOSTAWIAM NA KONIEC

Jeżeli algorytm nagradza przede wszystkim to, co najmocniej pobudza człowieka, to czy Facebook rzeczywiście pokazuje nam świat?

Czy może pokazuje nam taką wersję świata, od której najtrudniej oderwać wzrok?

A jeżeli przez kilka lat codziennie oglądamy rzeczywistość przez takie lustro, zaczynam obawiać się czegoś jeszcze.

Że w końcu przestaniemy odróżniać odbicie od rzeczywistości.

Będziemy przekonani, że wszyscy się nienawidzą.

Że wszędzie są wrogowie.

Że Polska składa się wyłącznie z dwóch plemion stojących naprzeciwko siebie.

Że każdy Ukrainiec jest taki.

Każdy Niemiec taki.

Każdy gej taki.

Każdy katolik taki.

Każdy wyborca P*S taki.

Każdy wyborca KO taki.

Każdy wyborca Konfederacji taki.

A przecież świat tak nie wygląda.

Tak wygląda świat, kiedy sprowadzi się miliardy ludzi do zestawu sygnałów mających odpowiedzieć na jedno pytanie:

„Co sprawi, że jeszcze nie odłożysz telefonu?”

I dlatego nie chcę wojny z algorytmem.

Chcę czegoś znacznie bardziej niewygodnego.

Chcę wiedzieć, według jakich zasad algorytm urządza mi świat.

Bo dziś media społecznościowe nie są już wyłącznie miejscem, w którym społeczeństwo prowadzi rozmowę.

One coraz częściej decydują, którą rozmowę w ogóle usłyszymy.

A to oznacza władzę.

Ogromną władzę.

I każda tak wielka władza powinna podlegać kontroli, przejrzystości i odpowiedzialności.

Niezależnie od tego, czy sprawuje ją polityk, państwo, korporacja…

czy kilka milionów linijek kodu.

…..Moim skromnym zdaniem.

09/08/2026

MOIM SKROMNYM ZDANIEM

Zgadzam się z tą panią. I wiem, że dla części osób już samo to zdanie będzie wystarczającym powodem do awantury.

Polacy i Ukraińcy mają trudną historię. Były zbrodnie, krzywdy, błędy i decyzje, których nie wolno wymazywać z pamięci. Nie zamierzam też udawać, że odpowiedzialność historyczna zawsze rozkładała się po równo — bo historia to nie księgowość, w której dla świętego spokoju wpisujemy każdemu po 50 procent winy.

Ale jedno jest dla mnie równie ważne: nie możemy pozwolić, żeby groby naszych przodków wyznaczały przyszłość naszych dzieci i wnuków.

Historia powinna być wyjaśniana. Ofiary powinny mieć pamięć, nazwiska i godny pochówek. Trudne sprawy trzeba nazywać po imieniu. Bez przemilczania. Bez wybielania. Po obu stronach.

Tylko co dalej?

Nie cofniemy Wołynia. Nie cofniemy Akcji „Wisła”. Nie zmienimy granic, decyzji politycznych ani tragedii ludzi żyjących kilkadziesiąt lat temu.

Możemy natomiast zdecydować, co zrobimy dzisiaj.

A dzisiaj interes Polski jest dla mnie jasny: demokratyczna, niepodległa, bezpieczna Ukraina, związana z Europą, jest dla Polski znacznie lepszym sąsiadem niż Ukraina pozostawiona w rosyjskiej strefie wpływów.

Dlatego uważam, że powinniśmy wspierać Ukrainę i Ukraińców również na ich drodze do Unii Europejskiej — oczywiście na tych samych zasadach, standardach i zobowiązaniach, które dotyczą innych państw kandydujących.

Nie dlatego, że mamy zapomnieć historię.

Właśnie dlatego, że powinniśmy wyciągnąć z niej wnioski.

Pamięć bez pojednania może zamienić się w paliwo dla następnego konfliktu. Pojednanie bez pamięci staje się natomiast fałszem.

Potrzebujemy jednego i drugiego.

Możemy się spierać. Możemy oczekiwać prawdy. Możemy wymagać wzajemnego szacunku.

Ale po kilkudziesięciu latach warto wreszcie zadać sobie inne pytanie:

czy chcemy przekazać następnym pokoleniom nasze dawne krzywdy, czy wspólną przyszłość, w której nie będą już musiały tworzyć kolejnych?

Ja wybieram przyszłość.

Bez amnezji.
Bez naiwności.
Bez nienawiści.

Bo historii nie zmienimy. Ale historię, która dopiero zostanie napisana — jeszcze możemy.

Moim skromnym zdaniem.

Największym testem tolerancji nie jest spotkanie z kimś, kto myśli tak jak Ty. To spotkanie z kimś, kto myśli zupełnie i...
06/08/2026

Największym testem tolerancji nie jest spotkanie z kimś, kto myśli tak jak Ty. To spotkanie z kimś, kto myśli zupełnie inaczej.

Dziś słowo „tolerancja” odmieniane jest przez wszystkie przypadki.

Jedni uważają, że oznacza pełną akceptację wszystkiego.
Drudzy traktują je jak zagrożenie dla własnych wartości.

A może… obie strony popełniają ten sam błąd?

🟢 Tolerancja nie oznacza, że muszę zmienić swoje przekonania.

🔵 Nie oznacza też, że muszę zrezygnować z prawa do krytyki.

🟠 Oznacza coś znacznie trudniejszego — uznanie, że drugi człowiek ma prawo być inny, dopóki nie odbiera wolności innym.

To nie poglądy są dziś największym problemem.

Problemem jest to, że coraz częściej przestajemy odróżniać człowieka od jego poglądów.

Kiedy zamiast rozmawiać, zaczynamy etykietować.
Kiedy zamiast argumentów pojawiają się wyzwiska.
Kiedy zamiast ciekawości pojawia się pogarda.

I nagle okazuje się, że wszyscy mówią o tolerancji…
…ale mało kto toleruje odmienne zdanie.

💬 Można nie zgadzać się z kimś.
💬 Można ostro polemizować.
💬 Można powiedzieć: „Uważam, że się mylisz.”

Ale można to zrobić bez odbierania drugiemu człowieczeństwa.

Bo jeśli tolerujemy tylko tych, którzy myślą tak jak my…
to nie jest tolerancja.

To jest wygoda.



🤔 A Ty?

Czy tolerancja kończy się tam, gdzie zaczynają się cudze poglądy?

Czy dopiero wtedy naprawdę się zaczyna?

👇 Chętnie przeczytam Wasze opinie. Jedno tylko proszę: dyskutujmy z argumentami, a nie z ludźmi.



Źródło: https://www.facebook.com/share/r/19FLwYVNrZ/?mibextid=wwXIfr

02/08/2026

Obejrzałem ten materiał dwa razy.

I doszedłem do jednego wniosku – nie dlatego jest ważny, że mówi o kobietach. Jest ważny dlatego, że obnaża mechanizm manipulacji.

Od lat część prawicowych mediów buduje przekaz oparty na strachu, poczuciu zagrożenia i wskazywaniu kolejnych wrogów. Kobiety, osoby LGBT, migranci, “obcy”, Unia Europejska… Zamiast rozmowy – emocje. Zamiast argumentów – hasła. Zamiast zrozumienia – podział.

Najbardziej poruszył mnie fragment dotyczący eutanazji. Ogromne oburzenie wywołały medialne przekazy o rzekomej możliwości eutanazji dzieci poniżej 12. roku życia. Niezależnie od tego, jakie kto ma poglądy na eutanazję czy aborcję, takie tematy wymagają wyjątkowej odpowiedzialności. Tymczasem często stają się paliwem dla emocji i politycznej wojny.

To właśnie na ten mechanizm zwraca uwagę autorka nagrania. Gdy debata sprowadza się do krzyków o „cywilizacji śmierci”, „mordowaniu dzieci” czy „upadku Zachodu”, przestaje być rozmową o faktach. Staje się narzędziem mobilizowania elektoratu poprzez strach i moralną panikę.

Ta młoda dziewczyna odważyła się powiedzieć coś, czego wielu polityków nie chce usłyszeć.

Jeżeli młode kobiety coraz częściej świadomie rezygnują z macierzyństwa, to nie wystarczy krzyczeć: „rodźcie więcej dzieci”. Trzeba zapytać: dlaczego przestały wierzyć, że państwo i społeczeństwo będą dla nich wsparciem?

Jeżeli kobiety boją się o swoje prawa, jeżeli ludzie boją się być sobą, jeżeli narasta ksenofobia i wzajemna nienawiść, to problemem nie jest samo zadawanie tych pytań. Problemem jest udawanie, że ich nie ma.

Patriotyzm nie polega na bezkrytycznym powtarzaniu przekazu ulubionych mediów czy polityków. Polega na odwadze samodzielnego myślenia, weryfikowania faktów i szacunku dla drugiego człowieka – nawet wtedy, gdy ma inne poglądy.

Ta dziewczyna zasługuje przede wszystkim na jedno: żeby jej wysłuchać.

Nie dlatego, że ma rację we wszystkim.

Dlatego, że zmusza do myślenia. Moim skromnym zdaniem, tego dziś w polityce i mediach brakuje najbardziej.

CZY TYLKO STRACH SIĘ BAĆ? WIZJE MUSKA! - „Ludzie nie zdają sobie sprawy, że to, co mówię, w końcu się wydarzy.” - nie ty...
01/08/2026

CZY TYLKO STRACH SIĘ BAĆ? WIZJE MUSKA! - „Ludzie nie zdają sobie sprawy, że to, co mówię, w końcu się wydarzy.” - nie tylko na 2036 rok, to już się dzieje. Inteligencja cyfrowa i fizyczna?

Jeżeli różnica między człowiekiem a AI będzie podobna do różnicy między człowiekiem a szympansem, trudno oczekiwać, że to słabsza intelektualnie strona będzie rzeczywiście sprawowała kontrolę. Jeżeli AI będzie wielokrotnie inteligentniejsza od ludzi, zdaniem Muska trudno zakładać, że człowiek pozostanie stroną decydującą. Musk dobrze wyjaśnia, jak maszyny mogą stworzyć ogromne bogactwo. Znacznie gorzej wyjaśnia, dlaczego to bogactwo miałoby automatycznie należeć do wszystkich.

W opublikowanym 23 lipca 2026 roku, blisko 90-minutowym wywiadzie dla „The Economist”, Elon Musk przedstawił swoją wizję przyszłości AI, pracy, gospodarki i świata.

Padło to zdanie:

„Ludzie nie zdają sobie sprawy, że to, co mówię, w końcu się wydarzy.”

Odważne? Owszem.
Aroganckie? Być może.
Niepokojące? Zdecydowanie.

Musk przedstawia siebie trochę jak technologiczną Kasandrę — człowieka, który ostrzega, przewiduje i twierdzi, że inni zrozumieją go dopiero wtedy, gdy będzie już za późno.

Czy ma rację?

Moim skromnym zdaniem nie należy go ani bezkrytycznie wielbić, ani automatycznie wyśmiewać. Trzeba go słuchać, ale jednocześnie sprawdzać, gdzie kończy się technologia, a zaczyna mesjanizm miliardera.

Oto 17 najważniejszych wątków z wywiadu.

1. AI przewyższy całą ludzkość

Musk przewiduje, że w ciągu kilku lat sztuczna inteligencja może przewyższyć nie tylko pojedynczego człowieka, lecz łączny potencjał intelektualny całej ludzkości.

To już nie wizja lepszego programu. To wizja powstania inteligencji, wobec której człowiek może stać się tym, czym dziś jest szympans wobec człowieka.

2. Rozwoju AI nie da się już zatrzymać

Musk wcześniej ostrzegał, że sztuczna inteligencja może zagrozić istnieniu ludzkości.

Dziś jego stanowisko brzmi mniej więcej tak:

Skoro nie możemy zatrzymać tego procesu, pozostaje uczestniczyć w wyścigu i liczyć, że wszystko dobrze się skończy.

To nie jest plan bezpieczeństwa. To technologiczna wersja powiedzenia: trzymajmy się mocno, bo hamulce nie działają.

3. AI połączy się z robotami

Sama inteligencja cyfrowa to dopiero początek.

Prawdziwa rewolucja ma nastąpić wtedy, gdy AI otrzyma ręce, nogi, kamery, czujniki i możliwość działania w świecie fizycznym.

Roboty będą pracować w fabrykach, budować domy, przewozić towary, produkować żywność i wykonywać zadania, które dziś należą do ludzi.

4. Praca stanie się dobrowolna

Według Muska ludzie przestaną pracować dlatego, że muszą.

Będą mogli pracować dla przyjemności, ambicji, prestiżu albo poczucia sensu. Nie po to, aby opłacić rachunki.

Brzmi pięknie.

Problem w tym, że Musk nie wyjaśnia dokładnie, kto będzie właścicielem robotów, danych, fabryk, energii i systemów AI.

Bo obfitość kontrolowana przez kilku właścicieli nie jest powszechnym dobrobytem. Jest cyfrowym feudalizmem.

5. Pieniądze mogą stracić znaczenie

Musk uważa, że jeśli maszyny będą produkować niemal wszystko bardzo tanio, pieniądz przestanie odgrywać obecną rolę.

Tyle że nawet w świecie robotów nadal ograniczone będą:

ziemia, mieszkania, energia, surowce, prestiżowe miejsca, władza, wpływy i dostęp do najlepszej infrastruktury.

Pieniądze mogą się zmienić. Niedobór raczej nie zniknie.

6. Powszechny wysoki dochód

Musk nie mówi jedynie o dochodzie podstawowym.

Uważa, że dzięki wielkiej produktywności maszyn społeczeństwa będą mogły zapewnić ludziom wysoki poziom życia bez tradycyjnej pracy.

Tylko znów wraca pytanie:

Kto podzieli owoce automatyzacji?

Rynek? Państwo? Korporacje? Właściciele technologii?

Samo wyprodukowanie bogactwa nie oznacza jeszcze uczciwego podziału.

7. Człowiek może stracić kontrolę

Jeżeli AI stanie się wielokrotnie inteligentniejsza od nas, Musk nie daje gwarancji, że człowiek pozostanie stroną decydującą.

Liczy, że superinteligencja będzie ciekawa świata, prawdomówna i przyjazna życiu.

To jednak bardziej nadzieja niż zabezpieczenie.

Budowanie przyszłości ludzkości na założeniu, że superinteligentny system „będzie miły”, jest dość ryzykownym modelem zarządzania.

8. Firmy AI powinny kontrolować się wzajemnie

Musk proponuje, by największe laboratoria AI regularnie testowały modele konkurentów, wymieniały się informacjami o zagrożeniach i ostrzegały przed niebezpiecznymi funkcjami.

Pomysł nie jest głupi.

Ale opieranie bezpieczeństwa świata wyłącznie na dobrej woli konkurujących korporacji byłoby naiwnością.

Potrzebne są standardy, niezależna kontrola, odpowiedzialność i sankcje. Nie tylko koleżeńska wymiana uwag między miliarderami.

9. Krytyka OpenAI

Musk zarzuca OpenAI odejście od pierwotnej misji.

Organizacja miała rozwijać otwartą sztuczną inteligencję dla dobra ludzkości, a stała się zamkniętym, potężnym przedsięwzięciem komercyjnym.

W tej krytyce może być część prawdy.

Trzeba jednak pamiętać, że Musk prowadzi własną firmę AI i konkuruje z OpenAI.

Nie jest bezstronnym filozofem. Jest uczestnikiem wojny o rynek.

10. Chiny mogą wygrać wyścig technologiczny

Musk podkreśla skalę chińskiego przemysłu, liczbę inżynierów, tempo wdrażania technologii i rozwój własnych układów obliczeniowych.

Zachód może się pocieszać sankcjami i ograniczeniami eksportu, ale Chiny nie będą bez końca zależne od cudzej technologii.

Lekceważenie ich potencjału byłoby poważnym błędem.

11. Centra danych w kosmosie

Musk rozważa budowę infrastruktury obliczeniowej AI poza Ziemią.

Energia słoneczna, wielka przestrzeń, rakiety SpaceX i możliwość tworzenia orbitalnych centrów danych mają otworzyć kolejny etap rozwoju.

Brzmi futurystycznie, ale nie jest całkowicie absurdalne.

Problemem pozostają koszty, promieniowanie, chłodzenie, serwisowanie i śmieci kosmiczne.

Kosmos nie jest darmową działką inwestycyjną bez planu zagospodarowania.

12. Tesla nie chce być tylko firmą samochodową

Musk widzi przyszłość Tesli przede wszystkim w autonomii, robotach i sztucznej inteligencji.

Samochód ma być robotem na kołach.
Optimus — robotem ogólnego przeznaczenia.
Tesla — firmą robotyczną.

To logiczne strategicznie.

Tyle że Musk od lat obiecuje pełną autonomię i wielokrotnie nie dotrzymywał własnych terminów.

Kierunek może być trafny. Kalendarz już niekoniecznie.

13. Polityka go wciągnęła

Musk przyznaje, że za bardzo zaangażował się w politykę i powinien był więcej czasu poświęcić własnym firmom.

To ciekawe wyznanie.

Nie oznacza jednak, że wycofał się ze swoich poglądów. Nadal broni idei ograniczania wydatków państwa, deficytu i biurokracji.

Można więc powiedzieć, że żałuje nie tyle przekonań, ile skali własnego zaangażowania.

14. Europa, migracja i skrajna prawica

Musk uważa, że część ugrupowań określanych jako skrajnie prawicowe jest niesprawiedliwie przedstawiana.

Twierdzi, że ich wyborcy chcą bezpieczeństwa, kontroli granic i porządku.

To jednak bardzo wygodne uproszczenie.

Nie każda krytyka migracji jest rasizmem. Ale nie każda skrajna retoryka staje się rozsądna tylko dlatego, że ubrano ją w hasło bezpieczeństwa.

Musk momentami nie rozdziela realnych problemów społecznych od politycznego podsycania strachu.

15. Wojna domowa w Wielkiej Brytanii

Musk przewiduje, że w ciągu kilkunastu lub kilkudziesięciu lat w Wielkiej Brytanii może dojść do wojny domowej.

To jedna z najmocniejszych i najsłabiej udowodnionych tez wywiadu.

Napięcia społeczne istnieją. Kryzys zaufania również.

Ale od kryzysu do wojny domowej jest bardzo daleka droga.

Tego rodzaju prognozy mogą nie tylko opisywać strach. Mogą go również produkować.

16. Ukraina powinna zaakceptować utratę części terytorium

Musk uważa, że zakończenie wojny może wymagać pogodzenia się Ukrainy z utratą części ziem zajętych przez Rosję.

Przedstawia to jako realizm.

Jednak zaakceptowanie zbrojnej aneksji wysyła prosty komunikat:

Agresja może się opłacać, jeśli agresor jest wystarczająco silny i wystarczająco długo prowadzi wojnę.

Pokój bez sprawiedliwości może być tylko przerwą przed kolejnym konfliktem.

17. Mars i przetrwanie ludzkości

Musk wciąż uważa, że ludzkość powinna stać się cywilizacją wieloplanetarną.

Mars ma być zabezpieczeniem na wypadek globalnej katastrofy na Ziemi.

To wizja imponująca.

Ale zanim zaczniemy ratować ludzkość na Marsie, dobrze byłoby nie zniszczyć jej warunków życia tutaj.

Nie potrzebujemy planety zastępczej zamiast odpowiedzialności za obecną.

Czy Musk jest prorokiem?

Nie.

Jest przedsiębiorcą, wizjonerem, graczem politycznym i człowiekiem o ogromnym wpływie. Czasem trafnie przewiduje kierunki zmian. Czasem przesadza. Czasem myli się w terminach. Czasem własne interesy przedstawia jako interes całej ludzkości.

Nie wolno go lekceważyć.

Ale jeszcze bardziej niebezpieczne byłoby przyjęcie, że skoro zbudował rakiety i samochody elektryczne, to automatycznie ma rację w sprawach demokracji, wojny, migracji, ekonomii i przyszłości człowieka.

Najważniejsze pytanie z tego wywiadu nie brzmi:

Kiedy AI stanie się mądrzejsza od nas?

Najważniejsze pytanie brzmi:

Kto będzie kontrolował tę inteligencję, roboty, dane, energię i bogactwo, które powstaną dzięki automatyzacji?

Bo technologia sama w sobie nie jest ani demokratyczna, ani sprawiedliwa.

Taką może ją uczynić dopiero człowiek.

O ile wcześniej nie odda jej całej władzy.

Moim Skromnym Zdaniem.

Adres

Łódź

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Moim skromnym zdaniem umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij