12/09/2025
Przy piątku jeszcze podsumowanie naszych wrażeń z degustacji normandzkich i bretońskich jabłczanych specjałów.
Oba regiony stoją jabłkami, w Normandii jest podobno jedna (!) winnica, w Bretanii, jak twierdzi internet, produkuje się jakieś wina, zwłaszcza białe musujące, ale rządków winorośli, charakterystycznych dla krajobrazu innych części Francji, nie widzieliśmy ani razu. Za to sadów - całkiem sporo. W Normandii można zrobić sobie wycieczkę wzdłuż Route du Cidre, próbując różnych specyfików od lokalnych producentów (dla zainteresowanych - limit zawartości alkoholu we krwi to we Francji 0,5 promila). My byliśmy tylko w jednej destylarni - Pierre Huet w Cambremer, ale degustowaliśmy również inne wyroby, które można oczywiście kupić chociażby w supermarkecie.
Co więc piliśmy?
Cydr. O ile w Polsce dostępny jest głównie cydr półsłodki, tutaj wybór jest oczywiście szerszy, a dominuje raczej wytrawny (brut), wnioskując z tego co dostawaliśmy w restauracji, zamawiając po prostu cydr. Można oczywiście kupić również słodki, ale nie skorzystaliśmy. Wytrawny jest pyszny. Pani w destylarni Hueta poinformowała nas, że bretońskie cydry są bardziej cierpkie niż normandzkie, ale szczerze mówiąc nie zauważyliśmy tego. Sprzedawane są w butelkach z korkiem i drucikiem. Mają bardzo fajne subtelne bąbelki. Produkuje się tu również gruszecznik (poiré), ale nie spróbowaliśmy, czego trochę żałujemy - polskie perry i cydr są w zasadzie nie do odróżnienia, ale może tutaj byłoby inaczej?
Calvados. Winiak otrzymywany w procesie destylacji cydru. Jeśli ktoś lubi brandy, będzie zadowolony. My nie przepadamy… ale nam smakował! Degustacja była co prawda jednorazowa i przywieźliśmy ze sobą tylko jedną małą butelkę, z czego można wnioskować, że nie zostaliśmy fanami. Pewnie poczeka do zimy, bo to taki alkohol do posączenia w chłodny wieczór przy świecach. Chyba że ktoś bardzo lubi brandy.
Pommeau de Normandie. O tym specyfiku usłyszeliśmy po raz pierwszy właśnie tutaj, a szkoda, bo to jest sztos. Powstaje przez połączenie dwóch części moszczu jabłkowego i jednej części calvadosu. Przy zawartości 17% alkoholu i niezbyt słodkim, wyraźnie jabłkowym smaku trafił zdecydowanie w nasze gusty. Niestety, spróbowaliśmy pommeau dopiero po powrocie do domu, gdybyśmy zrobili to na miejscu, na pewno przywieźlibyśmy więcej niż dwie butelki. W Polsce można kupić, ale raczej za chore pieniądze. Gdyby ktoś wybierał się do Normandii, poprosimy o butelkę!