09/12/2019
Hejka, przypominam, że teraz prowadzę inny funpage, także związany z rodzicielstwem :) Na dziś wrzucam coś o świątecznym odpuszczeniu :)
Odpuszczanie. Nie muszę - mogę, chcę, potrzebuję. Nie jestem fanką udzielania rad, nieproszona...ale dzisiaj podzielę się z Wami garścią moich przemyśleń okołoświątecznych, ktore oczywiście można przełożyć na inne aspekty życia ;) I możecie z nich sobie coś wziąć...lub nie :)
Jest taka tendencja, w którą sami się wpędzamy - idealne Święta. Wyobrażamy sobie szczęśliwą wystrojoną rodzinę, śpiewającą kolędy przy strojnym stole, wielką choinkę, wysprzątany na błysk dom, a potrawy oczywiście tylko domowe, najlepiej skomplikowane i piękne ;) No i kalendarz adwentowy dla dzieci z upominkami czy zadaniami, rownież samodzielnie przygotowany i dekoracyjny.
Otóż przez lata przekonałam się, że...nie ma to znaczenia, jaki "świąteczny level" osiągniemy, jest to raczej nasza własna ambicja. A Święta będą równie miłe i udane, jeśli np:
- kupimy część potraw lub podzielimy się zadaniami z rodziną i każdy coś przyniesie
- potrawy będą szybkie do zrobienia, a te bardziej wymyślne możemy zostawic na inny dzień, kiedy nie szykujemy 20 a jedną rzecz ;)
- nie umyjemy okien - serio, zwłaszcza jak mamy firanki 😁 jak nie wytrzemy kurzu z kuchennych szafek też się nic nie stanie, jasne - to są rzeczy, które czasem trzeba zrobić ale po Świętach życie toczy się dalej ;) Można też takie większe rzeczy zrobić sporo wcześniej, unikając kumulacji. Jeśli coś się robi 1-3x do roku to od października do grudnia też nastarczy ;)
- jak nie zapraszasz nikogo do siebie, to w ogóle kogo to obchodzi...chociaż ja w wolne dni lubię mieć jako tako ogarnięte i wypoczywać w porządku, ale nie muszę mieć wypolerowanych klamek i wybielonych kontaktów ;)
- prezenty dla dzieci - starsze powiedzą co im się podoba, nie muszą to być super edukacyjne eko designerskie rzeczy, wyszukiwane przez 48 internetogodzin; a młodszym będzie obojętne czy to jest nowa czy używana rzecz (jeśli finanse nie są istotne, to może zero waste przemawia :) )
- kalendarz adwentowy...moje dzieci jarają się jak pochodnia kalendarzami z czekoladkami za 4 zyla; tak to są SŁODYCZE 😱...ale od tej jednej mini czekoladki dziennie zęby im nie wypadną ;) Kiedys też strasznie przeżywałam, jak zjadali więcej na raz. Bo PRZECIEŻ to jest po jednej na cały adwent!!!! Aż nagle do mnie dotarło, że to jest moje i po co robić awanturę o takie pierdoły. Jak zjedzą to nie będą mieli, tyle w temacie.
- kalendarze z zadaniami - nie chce mi się...a wierzcie lub nie, i tak upieczemy pierniczki, zaśpiewamy kolędy i ulepimy bałwana...o ile spadnie śnieg ;) I wtedy, kiedy będzie na to najlepszy dzień.
- choinka - biała, złoto-czerwona, niebiesko-srebrna, tak nie wieszaj, równo wieszajcie, bo z jednej strony łyso...A wieszajcie sobie jak chcecie ;) Niech będzie po prostu miło :)
- pierniczki - jest taki półprodukt z dobrym składem, polecam 😁 nie żebym nie umiała, czy żeby to było jakieś hiper-skomplikowane, ale mimo to...jest łatwiej ;)
Na teraz tyle przychodzi mi do głowy. Trochę chce mi się śmiać z moich dawnych "challenge'ów", że serio tak mi zależało na tak mało istotnych rzeczach? Dziś tam nie jestem i jest mi łatwiej :) A Wy macie jeszcze jakieś pomysły, co można odpuścić? A może Wy nigdy tego nie mieliście? Zachęcam do dzielenia się, jeśli tylko macie ochotę :)
ps. Zdjęcie z moich zasobów, to moje dzieci kilka lat temu, kiedy to odpuściłam przynajmniej "nie siedźcie na blacie" ;)