13/11/2025
Co myślę o debiutanckiej płycie naszego headlinera? Tutaj możecie przeczytać! 😁🤘🏻
PRZEDPREMIEROWA
Krakowski zespół Sighs Of Death od 2022 konsekwentnie buduje swoją pozycję na polskiej scenie metalowej. Zapoczątkowany jako trio dwójki gitarzystów i perkusisty, w efekcie końcowym rozwinięty w pięcioosobową grupę. Do jego składu dołączył między innymi Mateusz Bednarz, znany wcześniej z występów w rzeszowskim zespole Pandrador. W latach 2023-2024 muzycy zaprezentowali 5 singli (wszystkie podpisane „demo”) i promowali się aktywnie koncertując. Po blisko dwóch latach od pierwszego singla, w końcu ukazała się wyczekiwana debiutancka płyta pt. „DE|ƎVOLUTION”.
„DE|ƎVOLUTION” to ponad 35 minut ciężkiej muzyki. Mamy do czynienia przeważnie ze znanymi już wcześniej kompozycjami. Z albumu jako nowe poznajemy zaś utwory: tytułowy, mocno techniczny „The Mischief God” oraz „Morality” i stanowiące rolę instrumentalnego interludium „Ascendance”. Jak wspomniałem, publikowane wcześniej single były demówkami, a nawet w tej formie brzmiały już na dopracowane i na wysokim poziomie. Przed pierwszym odsłuchem zastanawiałem się, jak bardzo będą różnić się nowe wersje utworów od tych, które były już znane. Zrodziło się pytanie, czy w ogóle da się zrobić to wszystko lepiej. Tymczasem już od pierwszego utworu słyszymy prostą odpowiedź: jak najbardziej.
Utwory uległy modyfikacji technicznej, teksty lekkim zmianom, a największą rolę odegrała tu produkcja. Dzięki niej brzmienie bardziej zyskuje na głębi i przestrzenności, co idealnie współgra z prezentowanym przez zespół stylem muzycznym. Jest nim hybryda death metalu z groove metalem, a także, jak sama grupa określa, alternatywnego metalu. Riffy są napisane w duchu klasycznego death metalu ze współczesną otwartością na różne wpływy.
Łącząc się z groove metalem, dostajemy szansę poznać dwa oblicza tego gatunku. Usłyszeć można dynamiczne, nawet skoczne momenty, nierzadko okraszone breakdownami, innym razem zaś przeciągane i transowe zagrywki na gitarach. Co najlepsze – niejednokrotnie w tym samym utworze, w krótkim odstępie czasu.
Klimat płyty odzwierciedlony jest poprzez tempo nadane muzyce i teksty. Deathmetalowa furia nadaje dziełu statycznej atmosfery, która płynnie i na swój sposób kojąco przerywana jest przez wspomniane transowe zagrywki. Te poprzez swoją melodyjność mocno zapadają w pamięć i sprawiają, że nawet po jednorazowym odsłuchu zapętlają się w pamięci słuchacza. Głębia tekstów o ludzkiej naturze w akompaniamencie szybkich rytmów tworzy wyjątkowe poczucie pewnego mroku, które towarzyszy całej płycie. Zespół pozwolił sobie jednak również na wolniejszy utwór, jakim jest „Ancestors’ Call”, który w znakomity sposób zamyka album. Odważę się nawet rzec, że dużo w nim cech death doom metalu.
Sighs of Death, o czym wspomniałem wyżej, przypisują sobie również łatkę alternatywnego metalu. Nie ma co zaprzeczać, chwytliwe zagrywki, najczęściej powtarzane w refrenach, głośno o tym świadczą. Chociaż na tle innych zespołów, które mieszają takie gatunki, wyróżniają się tym, że wokal Mateusza przez cały album jest stały. Nie próbuje czystych podśpiewywań, ani nie dodaje elementów wokalnych charakterystycznych dla -core’owego lub blackowego stylu śpiewu. Jedynie w „Ancestors’ Call” słyszymy krótki fragment tekstu, który jest recytowany.
Album można określić jako pełną manufakturę. W rozpisce ról czytamy, że za kompozycjami stoją perkusista Wojciech Chmura i gitarzysta Mateusz Pach, który również wziął na swoje barki odpowiedzialność za produkcję, miks i mastering. Druga gitarzystka, Daria Oraczko, napisała wszystkie teksty i zajęła się grafiką, w tym szczególnie okładki oraz designem artystycznym wydania fizycznego. Trio, które zapoczątkowało zespół, w pełni wykonało kluczowe elementy tejże płyty, nie ma na niej udziału kogokolwiek z zewnątrz.
Odważę się powiedzieć, że ten album ma jednak istotny słaby punkt, a jest nim paradoksalnie brak słabych punktów. Tym samym zespół przyzwyczaja słuchaczy do perfekcji i pedantyzmu. Krążkiem tym podnieśli sobie wysoko poprzeczkę. Mogąc jednak śledzić, jak przez blisko dwa lata single stawały się coraz bardziej rozbudowane, a finałowo w pełni dopracowane, można im zaufać, że zachowają tendencje do ciągłych progresów.
/ Marcin