Podlasie Jazz Festival

Podlasie Jazz Festival Podlasie Jazz Festival im. Jana Ptaszyna Wróblewskiego

Dziś 27 marca 2026 r Jan Ptaszyn Wróblewski skończyłby 90 lat.                                 /27.03.1936-07.05.2024/ P...
27/03/2026

Dziś 27 marca 2026 r Jan Ptaszyn Wróblewski skończyłby 90 lat. /27.03.1936-07.05.2024/ Ptaszyn
Była ważną Postacią dla środowiska jazzowego Białej Podlaskiej. Na naszym festiwalu występował wielokrotnie, wnosząc zawsze niezapomnianą aurę i klasę. Jesteśmy dumni, że od 2025 roku nasz bialski „Podlasie Jazz Festival” nosi Jego imię.

Fot. Tomek Rzeczkowski- Studio Fotograficzne FOTOS S.C.

Życzymy Pani Ewie wszystkiego najpiękniejszego, dużo zdrowia, spełnienia marzeń.Serdecznie pozdrawiamy ! 🌹❤
28/12/2025

Życzymy Pani Ewie wszystkiego najpiękniejszego, dużo zdrowia, spełnienia marzeń.
Serdecznie pozdrawiamy ! 🌹❤

90 lat właśnie stuknęło. Żona Ptaszyna Maria Ewa świętuje w Wigilię potrójnie: urodziny, imieniny i Święta.

Bardzo smutna wiadomość, która wstrząsnęła światem jazzu. Odszedł Michal Urbaniak,  którego mieliśmy wielki zaszczyt goś...
20/12/2025

Bardzo smutna wiadomość, która wstrząsnęła światem jazzu. Odszedł Michal Urbaniak, którego mieliśmy wielki zaszczyt gościć podczas 22.Podlasie Jazz Festival w 2021r. jako Gościa Specjalnego zespołu Jerzego Małka/na filmie grają razem od ok.34min.koncertu

Żegnaj Drogi Mistrzu !!!

Jest nam niezmiernie miło, że to właśnie nagrania z koncertu z  Podlasie Jazz Festiwalu im. Jana Ptaszyna Wróblewskiego ...
03/12/2025

Jest nam niezmiernie miło, że to właśnie nagrania z koncertu z Podlasie Jazz Festiwalu im. Jana Ptaszyna Wróblewskiego z 2023 r. znalazły się na płycie "Duet Honoris Causa-Nahorny-Ptaszyn". Dziękujemy i polecamy gorąco tę unikatową płytę !

Jest! Nasza niespodzianka. Nakładem wydawnictwa Konfiteor Mariusza Bogdanowicza ukazała się dziś płyta Ptaszyna i Włodzia Nahornego "Duet honoris causa". To nagranie live z koncertu w Białej Podlaskiej z 2023 roku. Ostatnie, w jakim Ptak brał udział pod swoim szyldem. Wszystko nagrane bez jakichkolwiek cięć, z wszystkimi ptaszynowymi zapowiedziami. Dodatkowo dwa utworki na zachętę. Jeden Włodzia w duecie z Mariuszem Bogdanowiczem i drugi Ptaszyna gościnnie z triem Jarka Michaluka. Ten drugi to fragment ostatniego koncertu, w którym Ptaszyn dał się nagrać i być może Jarek zdecyduje się, jako lider, wydać go.
A czemu duet honoris causa? Ano temu, że obaj panowie otrzymali tego samego dnia doktoraty honoris causa Akademii Muzycznej w Gdańsku i miast prawić okolicznościowe wykłady, postanowili zagrać. No i zagrali, na Podlasie Jazz Festival - od tego roku noszącego imię Ptaszyna - a efektem jest właśnie ta płyta. Do nabycia będzie wyłącznie na koncertach Special Quartetu Henia Miśkiewicza i tria Włodzia Nahornego, bo to edycja super, special limitowana.

Polecamy Państwu kolejną  interesującą rozmowę z festiwalu, tym razem z gigantem wibrafonu, wykładowcą, prof. Akademii M...
08/11/2025

Polecamy Państwu kolejną interesującą rozmowę z festiwalu, tym razem z gigantem wibrafonu, wykładowcą, prof. Akademii Muzycznej W Katowicach Bernardem Maselim, Bernard Maseli, który w tym roku obchodzi 40 lecie pracy artystycznej. Jeszcze raz Wielkie Gratulacje Mistrzu !!!

„Życie mnie wciąż zaskakuje” – rozmowa z Bernardem Maseli, wibrafonistą, kompozytorem i jednym z najważniejszych twórców polskiego jazzu

Rozmawia Zbigniew Maciejuk

– Panie Bernardzie, czterdzieści lat na scenie to piękny jubileusz. Co pan czuje, kiedy słyszy te słowa?
– To brzmi dziwnie, naprawdę. Trochę tak, jak moje sześćdziesiąte urodziny, które niedawno obchodziłem. Ale nie kojarzę upływu czasu ze smutkiem. Wręcz przeciwnie – mam wrażenie, że ostatnia dekada była najlepsza w moim życiu. W wieku czterdziestu ośmiu lat zaprosił mnie amerykański gitarzysta Dean Brown – zagraliśmy razem na największych scenach świata, w Japonii i w najlepszych klubach Europy. Potem pojawiła się przygoda z Lady Pank – grałem z nimi trzy lata na akustycznym wibrafonie! Teraz pracuję nad płytą instrumentalną Grzegorza Skawińskiego. To kolejny prezent od losu. Naprawdę kolorowe i bogate życie – i ciągle nowe niespodzianki.

– Patrząc wstecz, od Walk Away po The Nomads – które momenty najbardziej pana ukształtowały?
– Zdecydowanie Walk Away. To był zespół, który mnie stworzył. Wszyscy chłopcy z zespołu zgodnie powiedzą to samo. Nikt wcześniej nie wiedział, kim jestem – byłem dwudziestojednoletnim chłopakiem, który nagle znalazł się na dużych scenach. Pierwszy występ w Warszawie, na Jazz Jamboree – to był szok. Tam nauczyłem się wszystkiego: pracy w studiu, na scenie, dyscypliny trasowej. Wtedy trasy trwały po kilkadziesiąt dni z rzędu. Trzeba było być profesjonalistą – punktualnym, przygotowanym, lojalnym. Ta szkoła życia ukształtowała mnie jako muzyka i człowieka. Walk Away stawiam na piedestale, bo dzięki temu zespołowi w ogóle istnieje Bernard Maseli.

– The Nomads to pana najnowszy projekt. To podróż muzyczna przez kultury i emocje. Skąd wziął się ten pomysł?
– To nie jest żadna filozofia, raczej… moje święto. Chciałem, żeby to było radosne spotkanie z ludźmi, którzy przez te wszystkie lata byli ze mną. Muzyka w tym projekcie jest ciepła, taneczna, kolorowa. Ma nieść dobrą energię. Chciałem, żeby ci, którzy przyjdą na koncert, mogli przez chwilę zapomnieć o codzienności – o rachunkach, kredytach, stresie. Muzyka ma być oddechem, świętem życia.

– Na scenie towarzyszy panu międzynarodowy skład.
– Tak, i to wspaniali ludzie. Na perkusji Paweł Dobrowolski, na basie Michał Kapczuk – obaj to absolutny top polskiego jazzu, muzycy o niesamowitym poziomie i sercu. No i Rouhangeze, wokalistka z Mauritiusa – wnosi etniczny kolor i energię world music. To było mi potrzebne, bo chciałem wrócić do afrykańskich korzeni mojego instrumentu – takich jak kalimba czy balafon. Na jubileuszowym koncercie słychać więc sporo elementów etno, rytmów i brzmień z różnych stron świata.

– Mówi się, że jazz to wolność. Czy po czterdziestu latach wciąż tak pan to odczuwa?
– Tak, ale może trochę inaczej. Jazz zawsze był moim światem – nigdy nie grałem klasycznego mainstreamu, bardziej fusion, czyli połączenia gatunków: od Walk Away, przez Music Painters, MaBaSo, Laboratorium, The Globetrotters aż po The Nomads. Czuję się muzykiem jazzowym i jestem z tego dumny. Ale dziś czuję wolność nie tylko przez muzykę – czuję ją przez wiek. Mam sześćdziesiąt lat i nikt nie może mnie już zranić. Widziałem i przeżyłem wszystko, zagrałem kilka tysięcy koncertów, poznałem cały świat. Teraz mogę mówić, co chcę, robić, co chcę. I to jest fantastyczne uczucie.

– W 2021 roku ukazała się pana płyta „Drifter” w serii Polish Jazz Masters. To był ważny moment?
– Bardzo. Choć mam na koncie ponad sto nagrań, to była pierwsza płyta sygnowana wyłącznie moim nazwiskiem. Totalnie eklektyczna – każdy utwór z innego gatunku. Bałem się, że krytycy jazzowi mnie „zjedzą”, ale okazało się, że świat się zmienił. Ludzie słuchają dziś playlist, nie albumów. Młodzi mają po dwa utwory z jednej płyty, trzy z innej – i tak powstaje nowa jakość. Chciałem, by „Drifter” był dobrze zrobiony, profesjonalnie nagrany. Można nie lubić tej muzyki, ale nikt nie powie, że to źle zrobione.

– Współpracował pan z wieloma gigantami. Czy coś jeszcze może pana zaskoczyć?
– Cały czas jestem zaskakiwany! (śmiech) Proszę sobie wyobrazić: Lady Pank gra koncert, a na scenę wychodzi facet z wibrafonem. Nie saksofon, nie gitara, nie fortepian – wibrafon akustyczny! Gram przed piętnastotysięczną publicznością, która w większości widzi ten instrument po raz pierwszy w życiu. To są właśnie te przygody, które mnie napędzają.
A teraz dostaję propozycję od Grzegorza Skawińskiego, by współtworzyć jego płytę instrumentalną – na którą fani gitar czekają od dekad. I co ja na to? Szlagam tylko na cymbałkach, a tu takie rzeczy! (śmiech) Życie wciąż mnie zaskakuje. I wie pan co? Nigdy nie chciałbym być młodszy. Jest mi świetnie z moją sześćdziesiątką.

– Dziękuję za rozmowę.
– Ja również dziękuję. I zapraszam – wpadajcie na koncerty, a już szczególnie na Podlasie Jazz Festival! To miejsce ma niesamowitą energię, ciepło i atmosferę. Jak tylko wchodzimy na scenę, czujemy się jak w domu.

📍Podlasie Jazz Festival im. Jana Ptaszyna Wróblewskiego
18–19 października 2025, aula ROBiR AWF w Białej Podlaskiej

🎤 Prowadzenie: Marcin Kusy, dziennikarz Programu 1 Polskiego Radia
🎶 Dyrektor festiwalu: Jarosław Michaluk
🎵 Bernard Maseli Quartet / The Nomads

Polecamy Państwu rozmowę z jednym z założycieli legendarnej grupy Laboratorium Markiem Stryszowskim. Marek Stryszowski, ...
06/11/2025

Polecamy Państwu rozmowę z jednym z założycieli legendarnej grupy Laboratorium Markiem Stryszowskim. Marek Stryszowski, podczas festiwalu.

Marek Stryszowski : Jazz to wolność, która nigdy się nie starzeje

rozmawiał Zbigniew Maciejuk

Pięćdziesiąt pięć lat na scenie – brzmi dumnie.
– Rzeczywiście, to już pięćdziesiąt pięć. Okrągłe pięćdziesiąt to może mieć każdy, ale pięćdziesiąt pięć to już historia (śmiech).

Jak z dzisiejszej perspektywy patrzysz na początki Laboratorium?
– To były zupełnie inne czasy. Przede wszystkim brakowało płyt – tych światowych, jazzowych. Zdobycie albumu ulubionego artysty przypominało wspinaczkę na Mount Everest. To było coś wyjątkowego – pragnienie posłuchania muzyki, która nas inspirowała. Mieliśmy szczęście, że trafiały do nas nagrania takich ludzi jak Tomasz Stańko, którego kwintet nas wtedy absolutnie oczarował.

Zaczynaliśmy od rocka i rhythm & bluesa, ale gdy poznaliśmy Stańkę – coś w nas pękło. Otworzyły się klapki w głowie i sercu. Zaczęliśmy grać jazz. W Chodzieży, na warsztatach jazzowych, zdobyliśmy drugie miejsce, a rok później pierwsze. Potem przyszła nagroda dla mnie jako wokalisty – w Lublinie – i propozycja półrocznego stypendium w Indiach. Ostatecznie jednak pojechaliśmy tam z całym zespołem, bo zaproszono nas na festiwal Jazz Yatra w Bombaju. To był niesamowity czas. Graliśmy w różnych miastach Indii, razem z Czesławem Niemenem i Zbyszkiem Namysłowskim. To nas ogromnie rozwinęło – wtedy naprawdę „złapaliśmy wiatr w żagle”.

Jazz w Polsce, szczególnie w PRL-u, był symbolem wolności. Czy nadal czujecie tę energię?
– Oczywiście! Jazz był, jest i będzie muzyką wolności. Bo to muzyka improwizacji – otwartości, emocji, ryzyka. Tego nie da się zagrać z zamkniętym umysłem. Jazz wymaga odwagi i duszy. Możesz być znakomitym muzykiem, ale jeśli nie masz w sobie tej iskry – swing ci nie „siądzie”. To jak wejście do klubu ludzi wolnych duchem.

Willis Conover, legenda amerykańskiego jazzu, powiedział kiedyś, że Laboratorium to najlepszy zespół jazz-rockowy w Europie. Jak się reaguje na takie słowa?
– (śmiech) Z grzeczności nie zaprzeczamy. To oczywiście ogromny komplement, bo Conover był ikoną. Dla nas to potwierdzenie, że to, co robimy, ma sens. Ale nigdy nie graliśmy po to, by się komuś przypodobać – zawsze robiliśmy muzykę po swojemu.

Laboratorium zawsze łączyło jazz z elektroniką. Jak dziś podchodzicie do nowych technologii?
– Z szacunkiem i świadomością. Każdy z nas korzysta z nowoczesnych narzędzi – loopów, samplerów, efektów – ale nigdy nie pozwalamy, żeby to one nami rządziły. To my rządzimy elektroniką, a nie odwrotnie. Czasem mam wrażenie, że niektórzy muzycy pozwalają, by maszyny przejęły nad nimi kontrolę. U nas jest inaczej – technika ma służyć muzyce, nie ją zastępować.

Wasz obecny skład to spotkanie kilku pokoleń muzyków. Jak udaje się połączyć te różne energie?
– To właśnie magia jazzu! Czujemy się, jakbyśmy byli trzydzieści czy czterdzieści lat młodsi. A młodsi muzycy – jakby zyskali doświadczenie kilku dekad. To daje niezwykłą energię. Na scenie nie ma „starych” i „młodych”. Jest wspólny mianownik – muzyka.

Kto dziś „rządzi” w Laboratorium? Nadal demokratyczna improwizacja?
– (śmiech) Świetna nazwa – demokratyczna improwizacja! Ale rzeczywiście, od początku szefem jest Janusz Grzywacz – nasz klawiszowiec i kompozytor. My wszyscy jesteśmy wicedyrektorami tego artystycznego przedsięwzięcia.

Zagraliście w Białej Podlaskiej w ramach 24. Podlasie Jazz Festivalu. Jak ważny jest kontakt z publicznością?
– Kluczowy! Bez publiczności koncert traci sens. Podczas pandemii próbowano grać online – ale koncert bez ludzi to jak rozmowa do ściany. Publiczność daje nam 50 procent energii występu. To wymiana emocji. Nawet jeśli sala jest mała – gramy zawsze na sto procent.

W jakim składzie wystąpiliście na festiwalu?
– Janusz Grzywacz – instrumenty klawiszowe, Marek Raduli – gitara, Krzysztof Ścierański – gitara basowa, Marcin Ścierański – perkusja i ja. To właśnie ta formacja świętuje 55 lat Laboratorium.

Czego mogli się spodziewać słuchacze w Białej Podlaskiej?
– Gramy przekrój naszej twórczości, ale zawsze z otwartą głową. W tym roku bardzo dużo koncertujemy w ramach cyklu Laborka 55. Na koncertach spotykamy fanów, którzy są z nami od lat, ale też młodych ludzi, którzy odkrywają nas na nowo. To daje siłę, żeby grać dalej, żyć dalej i nadal dzielić się tą wolnością, którą daje muzyka

04/11/2025

„Ptaszyn zawsze grał po swojemu” – rozmowa z Jackiem Wróblewskim, synem Jana Ptaszyna Wróblewskiego

Rozmawia Zbigniew Maciejuk

– Dziś Podlasie Jazz Festival oficjalnie nosi imię Jana Ptaszyna Wróblewskiego. Jak pan i pańska rodzina odbieracie to wyróżnienie?
– Przede wszystkim chcę doprecyzować: festiwal nie zmienia nazwy, tylko zyskuje imię. To wciąż jest, był i będzie Podlasie Jazz Festival, tyle że od tego roku imienia Jana Ptaszyna Wróblewskiego. Dla nas to ogromna radość i wzruszenie, bo to coś, co pozostanie na długo. Jarek Michaluk organizuje ten festiwal od 24 lat i wierzę, że zrobi to jeszcze przez drugie tyle. A pamięć o Ptaszynie dzięki temu będzie cały czas żywa.

– Pański ojciec często bywał w Białej Podlaskiej. Czy wspominał występy tutaj szczególnie ciepło?
– Tak, ale nie w taki sentymentalny sposób. Bardziej cenił sobie te spotkania z Jarkiem Michalukiem – to była długoletnia przyjaźń. Panowie nagrali wspólnie płytę, mieli też wspólną trasę – jeszcze rok przed śmiercią taty. Występowali w trio: Jarek Michaluk i Jan Ptaszyn Wróblewski. Powstał z tego doskonały materiał, który – mam nadzieję – Jarek kiedyś wyda, bo naprawdę warto.
Poza tym Podlasie to był dla taty taki najbardziej na wschód wysunięty punkt Polski, gdzie coś jazzowego się działo. Kiedy inne imprezy w regionie się kończyły, Biała Podlaska trwała. Ptaszyn bardzo lubił tu wracać – było kameralnie, serdecznie, bez nadęcia. To nie były oficjalne koncerty, tylko prawdziwe spotkania z ludźmi.

– Czyli to miejsce miało dla niego znaczenie emocjonalne?
– Tak. On tu spotykał przyjaciół, z którymi łączyła go muzyka. Ostatni raz zagrał tu między innymi z Maćkiem Strzelczykiem, a także z Karolem Szymanowskim. Miał tu wiele pięknych wspomnień.

– Jan Ptaszyn Wróblewski był jednym z największych ambasadorów polskiego jazzu. Co – pana zdaniem – chciałby, by po nim najbardziej pozostało?
– On nigdy o tym nie mówił. Nie miał potrzeby zostawiania jakiegoś wielkiego przesłania. Po prostu zakładał, że każdy sobie w życiu poradzi. Jeśli chodzi o ambasadorów jazzu, rzeczywiście – była ich garstka. Niestety, w ostatnich latach większość już odeszła. Zostało kilka znaczących nazwisk, jak choćby Michał Urbaniak czy Włodek Nahorny, z którym tata grał w duecie dokładnie dwa lata temu.

– Czy jazz był dla pana ojca zawodem, czy raczej sposobem na życie?
– Zdecydowanie sposobem na życie. On żył muzyką i dla muzyki. Z biegiem czasu rezygnował z różnych rzeczy, ale granie zawsze zostawało. I to do samego końca.

– Jak reagował, gdy młodzi muzycy mówili, że chcą grać „po ptaszynowemu”?
– Bardzo źle (śmiech). Uważał, że każdy powinien grać po swojemu. Powtarzał, że muzyka dzieli się tylko na dwa gatunki – dobrą i złą. To zresztą cytat z Louisa Armstronga, którego bardzo cenił. Dla taty liczyło się jedno: żeby grać siebie, ale grać dobrze.

– Jak pan ocenia sam festiwal w Białej Podlaskiej?
– To jeden z niewielu dużych festiwali jazzowych w Polsce, które przetrwały. Mamy Zadymkę, Jazz nad Odrą, krakowski festiwal – ale Podlasie Jazz Festival ma już niemal ćwierć wieku tradycji. To wydarzenie, które na trwałe wpisało się w muzyczną mapę Polski.
Zresztą to zawsze mnie bawiło – kiedy ktoś mówi „Podlasie”, myśli raczej o disco polo, a tu proszę: poważny, świetny jazz i naprawdę wysoki poziom artystyczny.

– Na tegorocznej edycji nie zabraknie muzyki Jana Ptaszyna Wróblewskiego. Wystąpi zespół Henryka Miśkiewicza, który kontynuuje jego dorobek.
– Tak, to naturalna kontynuacja. Zespół, który wcześniej grał z Ptaszynem, po jego odejściu przeszedł w ręce Henia Miśkiewicza. To on najczęściej zastępował tatę, kiedy zdrowie już nie pozwalało na występy. Teraz prowadzi kwartet w duchu Ptaszyna i robi to znakomicie.

– Obok nas wystawa poświęcona Janowi Ptaszynowi Wróblewskiemu. Oglądał pan te zdjęcia – czy oddają prawdę o pańskim ojcu?
– Tak, to fotografie autorstwa Jarka Wierzbickiego, który przez lata dokumentował wszystkie koncerty taty. Uchwycił go dokładnie takim, jakim był – skupionym, ironicznym, pełnym pasji. To nie tylko dokumentacja, ale też artystyczna wizja fotografa.
Jeśli miałbym wskazać jedno ulubione zdjęcie, to to zrobione za kulisami – tata siedzi, czeka, aż wyjdzie na scenę. Wtedy był już schorowany, trzeba było go podprowadzić, posadzić. Ale kiedy już grał – wracał do siebie. To był jego świat.

– Dziękuję za rozmowę.
– Dziękuję bardzo.

📍Podlasie Jazz Festival im. Jana Ptaszyna Wróblewskiego
18–19 października 2025, aula ROBiR AWF w Białej Podlaskiej

🎤 Prowadzenie: Marcin Kusy, dziennikarz Programu 1 Polskiego Radia
🎶 Dyrektor festiwalu: Jarosław Michaluk

Kwiaty z Podlasie Jazz Festival im. Jana Ptaszyna Wróblewskiego na grobie Mistrza.
31/10/2025

Kwiaty z Podlasie Jazz Festival im. Jana Ptaszyna Wróblewskiego na grobie Mistrza.

30/10/2025

Polecamy Państwu reportaż z wystawy fotograficznej znakomitego fotografika Jarka Wierzbickiego z ostatniego Podlasie Jazz Festiwalu im. Jana Ptaszyna Wróblewskiego !

28/10/2025
28/10/2025

Zapraszamy do obejrzenia reportażu z ostatniego 24.Podlasie Jazz Festival im. Jana Ptaszyna Wróblewskiego.

Adres

Biała Podlaska
21-500

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Podlasie Jazz Festival umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Podlasie Jazz Festival:

Udostępnij